Popularne Tagi:

O rybaku i żółtym serze

6 stycznia 2015 at 23:00

Fakty

Na tarasie pojawiło się kilku mężczyzn. Po obfitym obiedzie wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza i porozmawiać o męskich sprawach, paniom pozostawiając do dyspozycji salonik. Niewielki dom, położony w pobliżu plaży wybudowany został przez dziadka Westlanda. Obecnie zamieszkiwał go Gerrit z rodziną i to jego urodziny świętowano. Spotkanie rodzinne trwało w najlepsze…

Inwazja Manneles

6 grudnia 2014 at 23:04

DSC00445+++

Nie obawiaj się, jeśli będąc w Alzacji pewnego grudniowego dnia poczujesz na sobie spojrzenia setek maleńkich oczu. Większość tych oczu wykonana jest z rodzynek lub czekolady. To drożdżowe lale przybywają, by świętować Saint-Nicolas czyli dzień Świętego Mikołaja.

Skarby z jaskini

17 września 2014 at 23:00

SONY DSC

 

Fakty

Słońce jeszcze wisiało na wysokości koron drzew. Błękitne niebo zapowiadało słoneczny i bardzo ciepły dzień, jednak o tej porze było jeszcze dość chłodno i rosa nie miała sposobności by wyparować. Dlatego po kilkuset metrach wędrówki wśród traw Gilbert zatrzymał się, by podwinąć nogawki spodni, które i tak zdążyły napić się sporej ilości wody. Buty niestety też.
„Buty wysuszę na kamieniach, gdy już zrobi się ciepło. Spodni przecież nie zdejmę” – pomyślał chłopak.
Po chwili żwawo ruszył przed siebie niesiony jak na skrzydłach zaplanowanym spotkaniem.
Tym razem szedł sam, bez towarzyszącego mu zazwyczaj stada. Pokonywał więc znajomą trasę znacznie szybciej niż zwykle. Nawet, gdy zrobiło się bardziej stromo, nie zwalniał- tak bardzo cieszył się na spotkanie. Nie widział Bernarda od roku a kiedyś przecież byli nierozłączni. Na dodatek chciał mu pokazać swój mały skarb…

Słupski nieznajomy

13 kwietnia 2014 at 23:00

Choć w 2015 roku skończę 90 lat, nieskromnie powiem, że nie straciłem nic z młodzieńczego uroku i energii. Nadal z tym samym wigorem wyruszam na wyprawy poza mury rodzinnego miasta. Niezmiennie towarzyszy mi czerwony beret, laska i ulubiony pleśniowy ser, na wypadek głodu.

Ziemniaka podróże małe i duże

8 marca 2014 at 23:00

Słońce unosiło się coraz wyżej i coraz mocniej dawało we znaki załodze, która w pośpiechu ładowała na karakę ostatnie skrzynie. Tymczasem pod pokładem…
– Nie chcesz popatrzeć? Przy oknie starczy miejsca dla nas dwóch – proponował Taten.
– Zaczynam wątpić, czy to był dobry pomysł, by pchać się na ten wózek – odpowiedział zaniepokojony Gromper. – Przywieźli nas na jakiś statek, wsadzili do ciemnego, zatłoczonego pomieszczenia…
– A co myślałeś? Że zawiozą nas wózkiem na lepiej nasłonecznioną stronę wzgórza? Przecież proponując ci podróż nie miałem na myśli przejażdżki po okolicy, lecz prawdziwą wyprawę w dalekie, nieznane…- rozmarzył się spragniony przygód bohater.
-Ale mi tu było całkiem dobrze. Może jeszcze wrócę – Gromper zapalił się do tej myśli i niezwłocznie podjął próbę wyswobodzenia się.

Trudne początki przyjaźni

14 lutego 2014 at 23:00

Ziemniaki i mięsko – to spośród odpowiedzi na pytanie „co będzie dziś na obiad” ta, która pada najczęściej, nie tylko wśród przedszkolaków 😉 I choć obecnie ziemniaków uprawia się mniej, a na naszych stołach częściej niż kiedyś ustępują one miejsca kaszom, ryżom lub makaronom, to przeciętny Polak zjada rocznie ok.110 kg ziemniaków. Trudno nam wyobrazić sobie bez nich kuchnię. Ich całoroczna obecność na półkach sklepowych, straganach, w piwniczkach czy spiżarniach jest tak oczywista, jakby były z nami od zawsze albo przynajmniej tak długo jak chleb.

Targ jak z bajki

11 lutego 2014 at 23:00

Jest takie miejsce, gdzie można poczuć się trochę jak w bajce. Gdyby przymrużyć oczy i nie widzieć turystów, byłoby jeszcze bardziej bajkowo.

Jest takie miejsce, gdzie od rana biegają ubrani na biało mężczyźni w słomianych kapeluszach z różnokolorowymi wstążkami. Obok panów w bieli krzątają się jeszcze tacy w czarnych spodniach i niebieskich bądź płowych koszulach. A dowodzi nimi kaasvater w pomarańczowym kapeluszu dzierżący dumnie w dłoni czarną laskę ze srebrnym wykończeniem. Niektórzy już się domyślają, że chodzi o coś związanego z serem, gdyż kaas to po holendersku właśnie ser.

Wszystkie drogi prowadzą do Goudy

4 lutego 2014 at 23:00

SONY DSC

– Dla nas nie odkładaj chleba. Tym razem chyba nie wrócimy przed zmierzchem – powiedział Daan widząc, że żona zabiera się za przygotowywanie posiłków na kolejny dzień.
Mężczyzna od dłuższej chwili trwał zamyślony nad kubkiem z resztką mleka. Ciężko mu było wstać od stołu, gdyż miał przed sobą perspektywę kolejnego baaardzo długiego dnia, który przyjdzie mu spędzić w podróży i na targu.
Fenna odwróciła się w stronę męża.
– A dlaczego? – spytała. – Czyżby przenieśli targ do innego miasta? Znów jakaś gildia opłaciła urzędników i uzyskała wyłączność…
– Przecież dobrze wiesz, że to tak nie wygląda- przerwał jej w pół zdania Daan. – Miasto otrzymuje przywileje, jeśli na nie zasłuży. A poza tym musi być jakiś porządek. Jakie byłyby ceny, gdyby każdy sprzedawał swoje wyroby gdzie chce i bez konkurencji.
– Nie podoba mi się to, że jeździcie coraz dalej. Czy tu w okolicy już nikt nie trudni się wyrobem serów?
– Mógłbym jeździć nawet do Alkmaar, byle tylko za każdym razem sprzedać wszystkie sery.
– Gdyby udało się sprzedać wszystkie sery po dobrej cenie, to mógłbyś sobie jeździć i do Amsterdamu, bo stać by nas było na zatrudnienie pomocnika.
– Wiem, wiem – zasmucił się Daan.
„Wówczas wysyłałbym na targ kogoś innego” – pomyślał. Akurat tego najbardziej nie lubił robić.

Co łączy Purple Haze z Deep Purple?

31 stycznia 2014 at 23:00

Na pewno wspólna półka ze zbiorem płyt niejednego wielbiciela mocniejszego uderzenia czy gitarowego grania. Co jeszcze? Na pierwszy rzut oka widać, że słowo purple występuje w obydwu nazwach. W ten sposób jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki, ponieważ dotyczy ona bardziej koloru niż dźwięków i gustów muzycznych. Jestem niemalże w 100% pewna, że nikt prawidłowo nie odpowie na tytułowe pytanie. Dlaczego? Ponieważ zakładam, że mało kto słyszał o czarnej marchwi, a nawet jeśli słyszał, to pewnie nie wie, że jej odmiany uprawne to właśnie Purple Haze i Deep Purple. Czym zatem jest to tajemnicze warzywo? Nazwa czarna marchew w połączeniu z przebojem Jimiego Hendrixa i pionierami hard rocka i heavy metalu może nasunąć bardzo różne skojarzenia 😉

A to tylko marchew, w dodatku nawet nie GMO.
Jest mało znana, ponieważ zwykła ukrywać się za plecami innych produktów, jako skromny dodatek. Na czarną marchew trafiłam jedząc ciastka z nadzieniem malinowym. To ona odpowiedzialna była za kolor malinowy i tuszowała brak wystarczającej ilości owoców.
Czarną marchew, a właściwie koncentrat soku z czarnej marchwi, można spotkać w dżemach, jogurtach, lodach, deserach, cukierkach, napojach bezalkoholowych, tabletkach… czyli wszędzie tam, gdzie pożądany kolor od czerwonego po fioletowy.

Kiedyś to ona wiodła prym. Czarna (także purpurowa) marchew znana była w X w. na Środkowym Wschodzie, w Indiach i Europie, dokąd trafiła prawdopodobnie już w VIII w. za sprawą Maurów. Dziko rosnący przodek marchwi pochodzi z Azji (historyczne źródła wskazują na Afganistan, Iran, Irak oraz Azję Mniejszą). Początkowo zarówno on jak i pierwsze udomowione odmiany stosowane były jako zioło czy przyprawa – od czasów starożytnych uprawiano marchew nie dla korzeni, lecz nasion i liści. Przez wieki marchew była udoskonalana, skutkiem czego zmieniła się z małego, cienkiego, twardego, gorzkawego i łykowatego korzenia w duży, słodki, okazały i bardziej smaczny.

Do XVII.w. marchew była  czarna. Spotkać też można wzmianki o czerwonej i żółtej.
Pomarańczowa odmiana pojawiła się dopiero w XVIIw. w Holandii, jako efekt intensywnych prac holenderskich hodowców. Istnieje legenda, że ta odmiana została wyhodowana by uczcić Wilhelma Orańskiego, bohatera narodowego Holandii, i dzięki powiązaniu z uwielbianym władcą zyskała swoją popularność. Bardziej prawdopodobnym jednak jest to, że do sukcesu pomarańczowej marchwi przyczynił się jej bardziej słodki smak i ładniejszy wygląd, w porównaniu z ciemniejszą siostrą, którą wyparła całkowicie. Dziś żyjemy przekonani, że marchewki są pomarańczowe.

Tymczasem czarna marchew powraca. Przede wszystkim jako barwnik, zajmując miejsce koszenili w tych krajach, w których jej stosowanie jest zabronione czy w produktach wegetariańskich. Zawiera dużo antocyjanów, czyli naturalnych substancji barwiących , których kolory różnią się w zależności od pH od czerwonego koloru po fioletowy.
Czarna marchew bogatsza jest niż pomarańczowa odmiana w β-karoten i luteinę, przeciwutleniacze, ma także właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, antywirusowe.
Coraz więcej pojawia się przepisów , coraz częściej można taką marchew w postaci surowej kupić.

Czarna marchew…Black Carrot…mimo wszystko nadal brzmi to tak abstrakcyjnie, że wręcz idealnie nadaje się na nazwę kapeli. Sprawdziłam. Oczywiście jest taki zespół 😉
A zainteresowanych marchewkami odsyłam na stronę World Carrot Museum.

Bibliografia

Jego wysokość król Brie

27 stycznia 2014 at 23:00

Jak wyczytać można na anglo- czy francuskojęzycznych stronach poświęconych serom
[…] bogactwo tego sera podkreślają słodkie i maślane grzyby lub trufle i migdały. Ser ten komponuje się idealnie z Szampanem, czerwonym Bordeaux czy Bourgogne.” Iście królewskie towarzystwo 😉
Królewskie, bo mowa o królu serów, czyli Brie.

Brie ów zaszczytny tytuł uzyskał na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. Choć było to wydarzenie polityczne, liczne bale i przyjęcia sprawiły, że przyjęło się mówić „tańczący kongres”. Podczas jednego z bankietów, francuski minister spraw zagranicznych, książę Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord ogłosił Brie „Le Roi des fromages” twierdząc, że nie ma sobie równych. Koronacja ta spotkała się ze sprzeciwem ze strony austriackiego kanclerza – księcia Klemensa Lothara von Metternich’a, który za najlepszy uznawał niebieski ser z Bawarii – Bavarian Blue. Zatem na ostatnim przyjęciu zorganizowana została degustacja pięćdziesięciu dwóch regionalnych serów, które reprezentowały przedstawicieli różnych państw, obecnych na Kongresie. Na koniec serowych zawodów sam książę Metternich ogłosił Brie księciem serów i pierwszym spośród deserów („ Prince des fromages et premier des desserts „).

Patrząc na historię sera Brie, można dojść do wniosku, że zawsze była mu pisana korona.
Mało kto pewnie zdaje sobie sprawę, że pochodzi on już z VIII wieku. Spośród kilku odmian tego sera : Brie de Montreau, Brie de Melun, Brie de Nangis, Brie nor, Brie fermier, Brie de Meux… ostatni jest najstarszym.
Ser Brie nazwę swoją zawdzięcza historycznemu regionowi Brie (mniej więcej odpowiadał on dzisiejszemu departamentowi Seine-et-Marne (Sekwana i Marna)),  natomiast sam Brie de Meaux- miastu Meaux. Kroniki z czasów Karola Wielkiego podają, że władca miał okazję skosztować Brie w roku 774 i w rezultacie zamówił dostawę dwóch wozów sera każdego roku do Aachen.
Tak bardzo zżył się z dworem królewskim, że zwykło się mówić o nim ser królów czy królewski (King’s cheese, fromage royal). Filip II August (panujący w latach 1180-1223) częstował serem damy na swoim dworze.
Ostatnim życzeniem Ludwika XVI przed egzekucją było podobno zjedzenie Brie. Ta sama rewolucja, która przyniosła śmierć Ludwikowi XVI, zmieniła przydomek sera na „Le Roi des Fromages” czyli król serów.

Zatem książę Talleyrand  wysuwając kandydaturę Brie do miana najlepszego sera  nie tylko kierował się własnym podniebieniem, ale świadomy był poparcia ze strony tysięcy Francuzów i ich wieloletniej miłości do Brie.

Niestety tylko Brie de Meux i Brie de Melun są objęte apelacją  AOC (od 1980r.) , a co za tym idzie, ich produkcja związana jest z  przestrzeganiem ściśle określonych zasad.

Dlaczego niestety? Ponieważ nie wszystkie sery dumnie noszące nazwę Brie, zdołałyby unieść królewską koronę….

Bibliografia