Popular Tags:

Coś nowego, coś lekkiego – płatki kukurydziane

29 października 2018 at 11:29

– Jak ty to sobie wyobrażasz?! Że wyrzucimy to wszystko na śmietnik?! – grzmiał doktor John.
– Nie…- nieśmiało zaczął odpowiedź Will, ale starszy brat nie pozwolił mu dokończyć.
– Taka ilość jedzenia się zmarnuje! To niedopuszczalne! – krzyczał.
– Ale … – znów próbował wtrącić coś młodszy z braci Kellogg. Bezskutecznie.
– Co my z tym wszystkim zrobimy! Przecież to wygląda jak.. jak…Ach! – Wściekły machnął ręką.
Niestety przez dziurkę od klucza nie było widać tego czegoś, co rozgniewało doktora. Zresztą Benowi już łzawiło oko i z ulgą odsunął się na chwilę od drzwi. Jego towarzysz, Percy, marszcząc srogo czoło i brwi dał mu do zrozumienia, że ma natychmiast wracać na posterunek. Sam stał ze szklanką, której jeden brzeg przyciskał do ucha, drugi zaś do ściany, by lepiej słyszeć.

Jak co dzień zjawili się w jadalni jako pierwsi. Przyzwyczajenie do wczesnego wstawania do pracy nawet tutaj, w sanatorium, nie dawało im długo spać. Schodzili więc do jadalni i w pustej o tak wczesnej porze sali grywali w karty, póki nie zaczynali się schodzić kolejni kuracjusze.
Tym razem jednak zaskoczył ich hałas dobiegający zza zamkniętych drzwi prowadzących do kuchni. Nie był to zwyczajny brzęk naczyń towarzyszący przygotowywaniu posiłków, ani ożywione dyskusje kucharek. Kłócili się właściciele, co było nie lada gratką dla znudzonych mieszkańców sanatorium, nawet jeśli kłótnia dotyczyła błahostki. Percy podskoczył w kierunku drzwi, porywając po drodze ze stołu szklankę. Benowi nakazał ruchem ręki, by zajął miejsce przy dziurce od klucza. Dzięki temu to, co usłyszał Percy, uzupełniane było o obrazy, widziane przez Bena.

Tymczasem do jadalni schodzili się kolejni kuracjusze. Percy palcem przyłożonym do ust dawał im znać, by byli cicho. Stawali więc blisko niego i szeptali
– Co się dzieje?
– Szefowie się kłócą
– A o co?
– Jeszcze dokładnie nie wiemy. Cii…
Stojący najbliżej odwracali się następnie i przekazywali po cichu informację kolejnym osobom. Te znów odwracały się do następnych i jak w zabawie w głuchy telefon wiadomości docierały do odległych zakamarków w jadalni.
– Coś chyba w kuchni poszło nie tak. Może lodówki się popsuły – informował Percy.
– Lodówki się popsuły.
– Parówki się popsuły.
– Nie będzie parówek na śniadanie!
– Są sami w kuchni – dodawał Ben – bez kucharek.
– Z wąsami w kuchni …kogoś złapali chyba
– Z wąsami w kuchni?! To nie można wąsami wchodzić do kuchni?
– Cii…- uciszał Percy.- Bo niczego nie usłyszę.
Tymczasem dr John kontynuował utyskiwanie.
– Jak mogłeś się tak zagapić?! Skoro już samowolnie dajesz kucharce wolne, to liczyłbym na to, że ją należycie zastąpisz.
– Mam pomysł, jak to uratować – wtrącił nieśmiało Will.
– Pomysł? Pomysł? Lepiej wymyśl, co podamy na śniadanie. Ach…
John złapał się za głowę. Tyle dostrzegł Ben. Po chwili zgromadzeni w jadalni usłyszeli trzaśnięcie drzwiami. Zrobiło się cicho. Nie na długo.

Najpierw wśród kuracjuszy dało się usłyszeć pełne obaw szepty: Nie będzie śniadania. Nie będzie śniadania. Odpowiedziały naczynia po drugiej stronie kuchennych drzwi. Ktoś najwidoczniej krzątał się w kuchni. Może jednak sprawa śniadania nie była przesądzona.
Na próżno Ben wyginał się na wszystkie strony i usiłował coś dojrzeć. Część kuchni z piecem i stołem pozostawała poza zasięgiem. Tam właśnie urzędował Will Kellogg. Rano dał plamę i rozgotował cały sagan kaszy kukurydzianej, która miała być podana na śniadanie mieszkańcom sanatorium. Teraz zamierzał się zrehabilitować. Co najważniejsze, miał pomysł i postanowił wcielić go w życie.

Z ogromnego garnka nabierał chochlą rozgotowaną kaszę i rozlewał cienką warstwą na blachy, które następnie wkładał do pieca. Liczył, że uda mu się otrzymać cienkie chrupiące wafle.
Kukurydziane wafle miały jednak inne plany. Zaczęły się zmieniać, kruszyć, pękać, puchnąć w niektórych miejscach, by ostatecznie przyjąć formę drobnych płatków.
Wyglądały tak lekko i delikatnie, jak powinno wyglądać lekkie śniadanie dla kuracjuszy. Pozostała kwestia smaku. I tę próbę nowe danie przeszło bez zastrzeżeń. Zapach roznosił się po całym domu i przyciągnął do kuchni starszego z braci.
– Pański brat jest geniuszem – powiedział z pełnymi ustami Ben, wymachując w kierunku doktora mokrą od mleka łyżką.
– Raczej szczęściarzem – odpowiedział zaskoczony John. A czas pokazał, jak wielkim.

Niefortunna przygoda w kuchni całkowicie odmieniła losy braci Kellogg.
Dziś płatki śniadaniowe znane są w niemal każdym domu. Założona przez Willa firma Kellogg’s (początkowo Battle Creek Toasted Corn Flake Company, następnie Kellog Toasted Corn Flake Company) produkuje je w 14 krajach , a sprzedaje w 140.

Reklama oryginalnych płatków Kellogg's z 1910

Reklama płatków kukurydzianych (autor: Kellogg’s company [Public domain], Wikimedia Commons)

Drożdżowe Manneles – przepis

6 grudnia 2017 at 11:24

Jeden z takich smakołyków, który pojawia się raz do roku i na który czekać trzeba cały kolejny rok.
Tym razem z kuchni Alzackiej (przepis pochodzi z bloga Ôdélices ). 

Składniki na 10 ludzików

  • 250 g mąki
  • 10 g świeżych drożdży piekarskich
  • 40 g cukru
  • 5 g soli
  • 1 jajko
  • 80 g mleka
  • 60 g miękkiego masła

+ jedno roztrzepane jajko do posmarowania

Skąd ten tort

6 listopada 2017 at 12:50

Urodziny. Przyjęcie, balony, prezenty, goście i…tort. Ze świeczkami.

Urodzinowy tort ze świeczkami

Tort urodzinowy zdobiony kwiatkami

Wesele. Przyjęcie, balony, prezenty, goście i… Tort. Z piętrami.

Tort na wesele

Chrzciny, przyjęcie, goście i oczywiście tort. Na chrzciny z aniołkiem, bucikami. Na komunię z różańcem i hostią. Na jubileusz z obrączkami, chyba że kapłaństwa – wówczas z Matką Boską.
Tort wprasza się na rocznice, inauguracje i pożegnania. Kojarzony zazwyczaj z bardzo słodkim kremowym ciastem, przy jedzeniu którego najlepiej ograniczyć się do jednego kawałka, aby zachować dobre o nim wspomnienie. A jak potrafi kusić – kolorem, dekoracją, zapachem, złudną lekkością…

Choć tort jest obecny podczas tak wielu ważnych wydarzeń, czy ktoś zastanawiał się, skąd pochodzi i kiedy pojawił się na stole po raz pierwszy?

Naleśniki według Pippi Pończoszanki

23 października 2017 at 22:24

Domek Pippi Pończoszanki.

 

” […] weszli do kuchni, gdzie Pippi zaczęła wołać:

– Tu się będzie smażyć naleśnikasy!

– Tu się będzie piekło naleśniciekło!

– Tu się będzie jadło naleśniczadło!

Słodka góra serdeczności

22 października 2017 at 23:02

W przeddzień ślubu starszej siostry Anabel zdała sobie sprawę, że w takich chwilach szczególnie brakuje im mamy. W swoim pokoju Leticia ledwo widoczna spod ogromu białego materiału nanosiła ostatnie poprawki w sukience. U jej stóp piętrzyły się piwonie w oczekiwaniu, aż staną się wiankiem, bukietem lub częścią dekoracji . Rozwichrzone włosy sugerowały, że jeszcze nie opracowała fryzury, która najlepiej pasowałaby do wianka. W kuchni natomiast tata próbował swoich sił jako cukiernik i najwyraźniej postanowił wykorzystać do tego wszelkie dostępne w domu naczynia, gdyż stół tonął w morzu misek, miseczek, półmisków, talerzy, łyżek…
„Są tak zajęci, że nawet nie zauważą mojej nieobecności” – pomyślała Anabel i wyszła z domu. Nie zamierzała uciekać. Chciała pomóc i miała konkretny plan.

Dlaczego właśnie naleśnik?

26 września 2017 at 23:30

 Pochodzenie słowa naleśnik związane jest ze sposobem jego przygotowywania:
1) na kracie (ruszcie) – stąd wyrażenie „na lese”  (lasa  – krata, pręty do suszenia lnu)
2) na liściu – „na liste”
Dla porównania czeskie słowo nálesnik, czyli chleb pieczony na liściu i rosyjski nalistnik – placek pieczony na liściach kapusty, ciemierzycy lub na blasze.
Spotkać można również tezę, że słowo naleśnik pochodzi od połączenia słów maślanka i nalewać, ale
jakoś to do mnie nie przemawia.

Hrabia szatkuje, kucharz ratuje

31 maja 2017 at 23:07

Pawła znalazł w ogrodzie. Widząc zasępione oblicze przyjaciela, Eugeniusz przyjął pozę wesołka i żartownisia. Zazwyczaj taka taktyka się sprawdzała.
– Czyżby jakaś niewiasta nie doceniła przymiotów Pawła Aleksandrowicza wspaniałego? Jeśli tak, to musi być ślepa, więc cóż ci po niej – zagaił wesoło.
– Nie drwij ze mnie – syknął ów Paweł wspaniały. Tym razem słowa nie wywołały uśmiechu. „Oj, czyżby jakaś grubsza sprawa” – pomyślał Eugeniusz.
– Jakże bym śmiał drwić – dorzucił nadal w żartobliwym tonie i skłonił się nisko.

Jak się buntowało jajko, że pisane mu być pisanką *

15 kwietnia 2017 at 18:10

W małym domku od kilku dni trwały przygotowania do świąt Wielkiejnocy. Ze świadomością, że prawie wszystko zostało już zrobione, domownicy spali smacznie i długo. Nie zdawali sobie sprawy, że w tym samym czasie na jednej z półek w spiżarni trwały pertraktacje dotyczące zawartości tegorocznego koszyka wielkanocnego. Jeśli ktoś wytężyłby słuch, może usłyszałby rozmowę.

Złoto, kadzidło, mirra i … fasola

13 stycznia 2017 at 12:44

 

Wyobraź sobie, że otwierasz pudełko a tam złociste błyszczące ciasto misternie zdobione naciętymi wzorami. Jeszcze ciepłe. Kusi zapachem. Nic, tylko porwać jeden z kawałków i oddać się przyjemności. Z wierzchu chrupiące, delikatne ciasto francuskie. Wnętrze wypełnione słodką kremową masą migdałową. A w jednym z kawałków przyczaiła się niespodzianka. Dawniej było to ziarenko bobu lub maleńkie porcelanowe Dzieciątko Jezus. Dziś cukiernie prześcigają się w wymyślaniu oryginalnych figurek. Podobno można uzbierać całe kolekcje. Kto będzie miał szczęście i trafi na ukryty drobiazg, zostaje ogłoszony królem i przyozdobiony papierową koroną dołączoną do pudełka z wypiekiem.

Mysz to czy nie mysz?

7 stycznia 2017 at 22:30

Gdy mama weszła do kuchni pierwszą rzeczą, która przyszła jej do głowy, była mysz. Nie potrafiła zdecydować, czy krzyczeć z powodu grasującego w kuchni gryzonia czy usiąść i rozpaczać nad zmarnowanym ciastem.

No bo skąd w mieszkaniu wzięłaby się mysz? Chyba nie jest często spotykanym lokatorem w bloku. Mama szukała w pamięci, czy ktoś z sąsiadów żalił się na towarzystwo myszy. Karaluchy owszem, ale mysz? Och! A może to jakiś inny zwierz? Wspiął się po balkonach, wdrapał przez uchylone drzwi, schował gdzieś w kącie i czekał. Pod osłoną nocy, gdy wszyscy domownicy smacznie spali, wyszedł z ukrycia i wytropił ciasto. Placek był w opłakanym stanie. Cały pokruszony. Co kawałek dziury jakby ktoś łapkami przekopał całą zawartość foremki. Może to zatem była jakaś kuna albo łasica? Mama bała się podejść do ciasta. Może jeszcze tam grasuje ten zwierz. Przyczaił się. Albo śpi. Jej podejście może go zbudzić. A wówczas na pewno w popłochu rzuci się na nią. Nie, nie ma odwagi, by podejść bliżej i przekonać się, co też tam siedzieć może. Zrobiła to, co w danej chwili wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Poszła po tatę.