Byle tylko w czekoladzie, to każdej chorobie zaradzi

9 stycznia 2014 at 23:00

Bruksela0021aaa

– Dziadku, nie jestem w stanie tego połknąć. Naprawdę się staram, ale usta same jakoś tak zamykają się, gdy zbliża się do nich pastylka – 10-letni chłopiec oparty na stosie poduszek próbował z miną osoby strasznie cierpiącej wykręcić się od zażycia lekarstwa. – Takie silne i uparte są moje zęby, że nie mogę nimi ruszyć, popatrz – dodał i wyszczerzył mocno zaciśnięte szczęki.
Jean spojrzał z czułością na wnuka.
– A co powiesz na tę?– zapytał podając na dłoni coś połyskującego, co nie przypominało żadnych spotykanych dotychczas przez chłopaka tabletek.
– Spróbuj, jest smaczna – dodał starszy pan na zachętę, widząc niepewność w oczach swego potomka, Jeana Juniora.
– Dziadku, nie nabierasz mnie? – podejrzliwie, aczkolwiek z figlarnym błyskiem w oku, dopytywał malec. – Mama pewnie kazała tobie jakoś mnie podejść, bym połknął leki.
Mały Jean, który po swoim dziadku poza imieniem nie odziedziczył ani fascynacji odkrywaniem nowych rzeczy, ani zamiłowania do podejmowania wyzwań, chwilę jeszcze się wahał. W końcu, widząc, że dziadek nie ustąpi, z grymasem bólu na twarzy włożył pastylkę do ust.

Gdy słyszymy praliny, myślimy…

30 października 2013 at 23:00

…słodkie czekoladki z nadzieniem (w dużej bombonierce 😉 ).
Przypuszczam, że wielu z nas ma podobne skojarzenia, lecz w różnych krajach będą one zgoła inne.
To, co my znamy pod pojęciem praliny, to bardziej precyzyjnie belgijskie praliny, które w Niderlandach są określane jako praline, natomiast już za wodą, czyli w Wielkiej Brytanii, są to Belgian chocolates lub chocolate bon bon. Bardziej na zachód zaś, czyli we Francji, spotkamy określenia pralines belges, bouchée de chocolat lub bonbon de chocolat.
W języku angielskim praline to wyrób cukierniczy ze sproszkowanych orzechów (najczęściej migdałów) i cukru.
We Francji na jarmarkach kupić można przygotowane na miejscu pralines i próżno by doszukiwać się tam czekoladek.
W Luizjanie starsze Kreolki nazywane praliniers także nie sprzedawały czekoladek.

Żeby się nie pogubić, zacznijmy od początku.

We Francji w XVII w. na dworze hrabiego Plessis- Praslin, księcia Choiseul, powstał deser składający się z delikatnie opieczonych migdałów pokrytych karmelizowanym cukrem, nazwany praline. Słodycze wg oryginalnego przepisu przygotowywane są i rozprowadzane do dziś przede wszystkim przez wytwórnię i cukiernie Mazet . Takie praliny, choć często w wersji z orzechami ziemnymi, można właśnie spotkać na wspomnianych jarmarkach.

Rozkruszone migdały lub orzechy z karmelizowanym cukrem to pralin (ang. praline)  – proszek używany do przygotowywania i dekoracji deserów. Proszek taki, zmieszany z kakao lub masłem kakaowym daje nam praliné, delikatne nadzienie, które wykorzystywane jest m.in. do przygotowywania czekoladek, które we Francji i Szwajcarii określa się potocznie słowem praliné.

Także w Belgii i Holandii przyjęło się nazywać wszystkie nadziewane czekoladki praline. Może dlatego, że rodzina ich twórcy, Jeana Neuhausa II , do Belgii przybyła ze Szwajcarii…
Z Beneluksu blisko do Niemiec, a stąd już krok do Polski i pralinek na naszych półkach sklepowych.

Jest jeszcze jedna odmiana praline – amerykańska. Najbardziej zbliżona do pierwowzoru a to dlatego, że przepis trafił do Stanów, konkretnie Luizjany, której stały się specjalnością,  za pośrednictwem francuskich osadników. Zastąpiono migdały orzechami pekan i dodano do masy śmietanę, skutkiem czego praliny mają konsystencję zbliżoną do krówek, kształtem zaś przypominają ciasteczka. Tradycyjnie wykorzystywany jest również cukier trzcinowy.

Podsumowując – co łączy zatem dziesiejze nadziewane czekoladki pralines, tzw. pralinki,  z oryginalnym francuskim deserem praline?  Tak naprawdę tyle, że jedno z rodzajów nadzienia może być rzeczywiście pralinkowe – praliné (ang.praline).

Bibliografia