Złoto, kadzidło, mirra i … fasola

13 stycznia 2017 at 12:44

 

Wyobraź sobie, że otwierasz pudełko a tam złociste błyszczące ciasto misternie zdobione naciętymi wzorami. Jeszcze ciepłe. Kusi zapachem. Nic, tylko porwać jeden z kawałków i oddać się przyjemności. Z wierzchu chrupiące, delikatne ciasto francuskie. Wnętrze wypełnione słodką kremową masą migdałową. A w jednym z kawałków przyczaiła się niespodzianka. Dawniej było to ziarenko bobu lub maleńkie porcelanowe Dzieciątko Jezus. Dziś cukiernie prześcigają się w wymyślaniu oryginalnych figurek. Podobno można uzbierać całe kolekcje. Kto będzie miał szczęście i trafi na ukryty drobiazg, zostaje ogłoszony królem i przyozdobiony papierową koroną dołączoną do pudełka z wypiekiem.

Tak, to Galette des Rois, ciasto Trzech Króli. Tradycyjnie wypiekane na Święto Objawienia, choć obecnie, z racji ogromnej popularności, można je kupić niemalże do końca stycznia. Jeden ze zwyczajów, których zazdroszczę zachodniej Europie. Hiszpanie mają Rosca de Reyes, Portugalczycy – Bolo Rei, w krajach anglojęzycznych spotkamy King Cake lub Twelfth Night Cake, w Niemczech jest Dreikongskuchen, w Szkocji – Black Bun, Holendrzy zajadają się Koningentaart.
A my? 6.stycznia leczymy się jeszcze po świątecznym obżarstwie i Sylwestrowej nocy 😉

Zwyczaj częstowania ciastem z niespodzianką pochodzi z czasów przedchrześcijańskich. Jeszcze w starożytnym Rzymie podczas obchodzonych w okolicy przesilenia zimowego Saturnaliów wybierano mistrza ceremonii lub króla. Szczęściarz, któremu trafił się kawałek ciasta z ukrytym ziarnem fasoli lub bobu, przewodniczył świętowaniu. Miał przywilej wydawania poleceń pozostałym a ci, jakkolwiek niedorzeczne były rozkazy fasolowego króla, mieli obowiązek je wypełniać.
W następnych wiekach rozwijająca się religia chrześcijańska zaadoptowała pewne święta pogańskie. Nie pogardziła również festiwalowym ciastem, a nawet obdarzyła je nowym życiorysem. Chowanie figurki w chlebie miało pochodzić od rytuału wybierania przez mnichów przewodniczącego kapituły. Podobno francuscy zakonnicy w Besançon chowali w tym celu kawałek złota lub srebra do chleba. Z czasem zastąpili chleb drożdżowym słodkim ciastem, a złoto – ziarnem bobu.

W Średniowieczu zwyczaj podawania specjalnego pieczywa z niespodzianką, praktykowany z okazji Święta Objawienia, rozprzestrzenił się niemal w całej Europie Zachodniej, a wraz z osadnikami dotarł nawet za ocean. W Anglii wybrańca nazywano Panem Nieporządku lub Chaosu (Lord of Misrule, Master of Mayhem) lub za czasów Henryka VII opat braku rozsądku (Abbot of Unreason). Tak jak niegdyś w Rzymie, przewodniczył on zabawom. Podobnie było w innych krajach.
Na dworze Ludwika XIII damy dworu polowały wręcz na ziarenko, aby stać się królową jednego dnia i móc zażądać ślubu z królem. Po drugiej stronie Atlantyku, w Luizjanie, nazwanej na cześć kolejnego władcy, Ludwika XIV, figurka ukryta w placku pozwalała choć na jeden wieczór spełnić marzenia – mężczyzna, który na nią trafił, mógł wybrać pannę, do której wzdychał, na swoją królową a tym samym towarzyszkę na balu.
Galette des Rois przetrwało reformację i rewolucję, przechodząc w czasach nieprzychylnych religii na świecką stronę. Podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej usiłowano, bezskutecznie, zastąpić je ciastem wolności (la liberté) lub równości (la égalité ) serwowanym podczas święta dobrego sąsiada.

Dziś we Francji spotkamy dwa rodzaje ciasta Trzech Króli. Na północy i wschodzie kraju, w regionie Île-de-France i dawnym Rodano-Alpejskim jest to ciasto francuskie nadziewane masą migdałową. W południowej części zaś drożdżowe, dekorowane kandyzowanymi owocami, wzbogacane aromatem brandy lub wody z kwiatu pomarańczy.

Moim faworytem jest zdecydowanie wersja migdałowa, choć to ciasto z gatunku tych cięższych ze wskazaniem, by ograniczyć się do jednego kawałka. Ale tyle wystarczy 🙂 Ważne, by był to TEN kawałek – z ukrytym drobiazgiem.

Korona

Bibliografia