Wszystkie drogi prowadzą do Goudy

4 lutego 2014 at 23:00

ser-na-targu-w-Goudzie

– Dla nas nie odkładaj chleba. Tym razem chyba nie wrócimy przed zmierzchem – powiedział Daan widząc, że żona zabiera się za przygotowywanie posiłków na kolejny dzień.
Mężczyzna od dłuższej chwili trwał zamyślony nad kubkiem z resztką mleka. Ciężko mu było wstać od stołu, gdyż miał przed sobą perspektywę kolejnego baaardzo długiego dnia, który przyjdzie mu spędzić w podróży i na targu.
Fenna odwróciła się w stronę męża.
– A dlaczego? – spytała. – Czyżby przenieśli targ do innego miasta? Znów jakaś gildia opłaciła urzędników i uzyskała wyłączność…
– Przecież dobrze wiesz, że to tak nie wygląda- przerwał jej w pół zdania Daan. – Miasto otrzymuje przywileje, jeśli na nie zasłuży. A poza tym musi być jakiś porządek. Jakie byłyby ceny, gdyby każdy sprzedawał swoje wyroby gdzie chce i bez konkurencji.
– Nie podoba mi się to, że jeździcie coraz dalej. Czy tu w okolicy już nikt nie trudni się wyrobem serów?
– Mógłbym jeździć nawet do Alkmaar, byle tylko za każdym razem sprzedać wszystkie sery.
– Gdyby udało się sprzedać wszystkie sery po dobrej cenie, to mógłbyś sobie jeździć i do Amsterdamu, bo stać by nas było na zatrudnienie pomocnika.
– Wiem, wiem – zasmucił się Daan.
„Wówczas wysyłałbym na targ kogoś innego” – pomyślał. Akurat tego najbardziej nie lubił robić.
Fenna, pochłonięta krojeniem boczku, nie zauważyła czarnych chmur, które zasnuły oblicze męża, i kontynuowała:
– I tak Finn za dużo ci pomaga zamiast się uczyć. Liam i Luuk są jeszcze za mali. Gdyby nie to, ich pewnie też zwerbowałbyś do tej swojej serowni.
– Idę spać –powiedział Daan odchodząc od stołu. Doszedł do wniosku, że to jedyny sposób, by zakończyć mało przyjemną rozmową z żoną.

Następnego dnia zerwał się jeszcze przed świtem. Gdy upewnił się, że towar jest porządnie zapakowany, wsadził na wóz zaspanego syna, który zresztą ułożywszy się wygodnie pośród kręgów serowych, zapadł ponownie w głęboki sen.
Starał się zachowywać jak najciszej, by nie pobudzić pozostałych domowników. Żona jednak jak zawsze wstała. Ucałowała obydwóch na pożegnanie i gdy konie ruszały, dodała:
– Tylko nie błąkajcie się po zmroku. Zatrzymajcie się gdzieś na nocleg, gdyby zaszła taka potrzeba.
Finn kołysany na wozie obudził się dopiero na pierwszym postoju. Później, podekscytowany wyprawą w nowe strony, gadał jak nakręcony, bez przerwy. Dzięki temu podróż minęła szybciej. Aczkolwiek zajęła im zdecydowanie więcej czasu, niż planowali.
– Tato, to chyba Gouda przed nami – zauważył chłopak. Gdy przekraczali mury miasta, na zegarze ratuszowym wybiło południe.
-Tak. Przeliczyłem się o dobre 2, a nawet 3 godziny- mruknął pod nosem Daan. Targ serowarski trwał w najlepsze. Dla rolników, którzy mogli pochwalić się najlepszymi wyrobami bądź tych, którzy przywieźli niewielką partię towaru, właściwie się kończył. Zanim nasi bohaterowie znaleźli miejsce i wyłożyli sery, kilku kolejnych zdążyło odjechać. Mimo to ruch był dość spory, co napawało optymizmem.
„Może nie będzie tak źle”– pomyślał Daan.

Wraz z upływem czasu, odpływała też nadzieja na dobry interes. Sporadycznie ktoś podchodził, posmakował, zapytał o cenę, jednak mało kto kupował ser, najczęściej tłumacząc się, że już ma tyle, ile potrzeba.
Daan był podenerwowany. Tak późno przyjechali, że nie zdążył dowiedzieć się, jakie panują w Goudzie zasady. Czuł się jakoś obco w tym wielkim mieście, na głośnym, tłumnym targu. Miał ochotę zwinąć wszystko i czmychnąć do domu. Niestety, musiał czekać na syna, który znudzony po godzinie stania przy serach, wyprosił u ojca pozwolenie na zwiedzanie miasteczka. A Daanowi dłużyło się okropnie. Wpadł w jeszcze gorszy nastrój, gdy ujrzał roześmianego Finna wracającego w towarzystwie starszego mężczyzny.
„I to ma być pomoc ?!?!”- pomyślał.
– Syn opowiedział mi, że jesteście na targu w Goudzie pierwszy raz i na dodatek spóźniliście się – powiedział ów jegomość.
Daan posłał w kierunku syna spojrzenie, które mogłoby zabijać.
– Och przepraszam, nie przedstawiłem się – Ruben Meijer, niegdyś kaasvader – starszy pan starał się złagodzić atmosferę, widząc Daana ciskającego błyskawicami.
– Nie będę zawracał panu głowy. Pomyślałem, że może przyda się moje doświadczenie…
– To ja przepraszam. Jestem zmęczony, targ się kończy i wrócę do domu z większością serów… Daan Sappelin.
I mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.

Dwie godziny później nasi bohaterowie wracali do domu.
– Niewiarygodne, nigdy nie udało nam się tyle zarobić – w drodze powrotnej to Daanowi nie zamykały się usta. Nie udało się sprzedać wszystkiego, ale już teraz patrzył optymistycznie na kolejny targ.
– Mówiłem ci tato, że nam pomoże – cieszył się Finn.
Pan Ruben okazał się bardzo pomocny, a jego rady strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim zasugerował, by obniżyć cenę, co przyciągnęło spóźnialskich i łasych na sery. Kazał podzielić sery na mniejsze kawałki, by skusić tych, którzy już byli po zakupach. Co jakiś czas sam porywał kawałek sera i gdzieś go zanosił.
– Niech to będzie inwestycja na przyszłość- mawiał przy takiej okazji.

Gdy tylko zajechali na podwórze, Finn zeskoczył z wozu i pobiegł przywitać się z mamą.
– Mamo, ile tam było serów i jaka wielka waga. A kościół tak długi, że końca nie było widać – chłopak próbował zrelacjonować wszystko na jednym oddechu. Gdy zabrakło mu powietrza, głos zabrała Fenna.
– A czy pośród tylu atrakcji znaleźliście czas na sprzedaż sera? – zapytała pogodnie, gdyż radosne oblicze męża pozwalało jej przypuszczać, że nie był to do końca zmarnowany dzień.
– Możesz być z nas dumna. Nie wiem, jak to będzie następnym razem, ale debiut uważam za uznany.

W kolejnym tygodniu Daan zapakował na wóz wszystko, co miał najlepsze, łącznie z serami, które leżakowały już kilka miesięcy. Od chwili przybycia do Goudy miał dziwne wrażenie, że są obserwowani.
– Może niepotrzebnie wdaliśmy się w dyskusje z panem Meijerem – zastanawiał się głośno nasz serowar – Może nie jest tu lubiany, albo ma coś na sumieniu.
– Tato, gdyby nie on, pewnie wołami musiałbym cię ponownie do Goudy zaciągać, a już na pewno nie byłoby nas tu dzisiaj- zauważył Finn.
Daan zajął się układaniem towaru, udając, że nie dostrzega, jak pokazują ich sobie palcami.
Gdy rozległ się dzwon obwieszczający rozpoczęcie targu, od razu obskoczyło ich wóz kilkoro chętnych i liczba ich szybko rosła. Początkowo nieśmiały, zachęcony zainteresowaniem, Daan coraz chętniej się targował. Sprzedał wszystko po bardzo korzystnej dla siebie cenie, a nadal pojawiali się zainteresowani.
Gdy największy ruch minął, dostrzegł w oddali wymachującego czarną laską Rubena, zmierzającego w ich kierunku.

– Mam pytanie. Co sprawiło, że zainteresował się pan nami i postanowił pomóc? – zapytał Daan, gdy już szykowali się do odjazdu.
– To Finn wpadł na mnie – zażartował starszy pan. – Spośród potoku słów, którymi mnie zalał, wyłowiłem to, że wasze sery dojrzewają kilka tygodni a czasem nawet kilka miesięcy. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tutaj takich wyrobów. Intuicja mnie nie zawiodła. Wszyscy, których ostatnio poczęstowałem waszymi produktami, przez cały tydzień dopytywali się o was. Za kilka lat cała Holandia będzie jadała sery z Goudy.

I tutaj Ruben Meijer też się nie pomylił. Nie przypuszczał jednak, że nie tylko Holandia ale i cały świat rozsmakuje się w serach z Goudy.

Fakty

Bibliografia