Uśmiech na patyku

1 czerwca 2016 at 12:32
BajkaFaktyBibliografia

lizaki lollipop

Ten pierwszy raz to był po prostu pierwszy raz. Nikt go nie uprzedził, że rezolutny 3-latek może sobie nie poradzić z landrynką. Matthew tak prosił, tak się przymilał… Potem okropnie kaszlał i dusił się, a Danny obiecał sobie, że już nigdy nie poczęstuje go cukierkiem.
Później był ten drugi raz. Do końca życia nie zapomni pełnego wyrzutów spojrzenia siostry. Czy ona była bardziej wściekła na niego czy on sam na siebie? Brrr…Mroziło go to wspomnienie. Dał się podejść maluchowi.

Tym razem będzie inaczej. Będzie jak skała, nie poruszy go żadne „Wujkuuu, proszę…” mówione tym słodkim głosikiem. 
-Chodźmy na zewnątrz. Jest piękna pogoda. Szkoda dnia na przesiadywanie w dusznym pomieszczeniu- powiedział do Matta. Starał się przy tym zabrzmieć bardzo stanowczo.
– Ale wujku…- próbował protestować chłopiec.
Danny złapał siostrzeńca za rękę.
– Nie marudź. Spacer dobrze nam zrobi.
Ruszyli w kierunku sadu. Nie minęło nawet pięć minut
– Wujkuuu, to kiedy dasz mi tego nowego cukierka, tego o nowym smaku?- zapytał maluch.
Cukiernik poczuł, jak opuszczają go siły. „Co zrobić z tym malcem?”- zamyślił się. Był przekonany, że jeśli opuszczą pracownię i zabierze chłopca jak najdalej od słodyczy, ten zapomni o nich i przestanie się dopominać.
-Wujku, słuchasz mnie?- pytanie zadane donośnym głosem sprowadziło cukiernika na ziemię.
-Słucham, słucham. I mówiłem już, że nie mogę dać ci żadnego cukierka.
– Dlaczego?
– Pamiętasz, jak się zadławiłeś?
– Pamiętam- odburknął Matt i czoło mu spochmurniało. – Ale teraz jestem starszy i już sobie świetnie poradzę.
– Może i byś sobie poradził, ale twoja mama kategorycznie mi zabroniła.
– Czy ty też musisz słuchać się mojej mamy? – z niedowierzaniem zapytał chłopiec. – Przecież jesteś starszy.
Przez chwilę szli w milczeniu. Matthew był bardzo skupiony, jakby wytężał umysł szukając argumentu…
– Wujkuuuu… – gwałtownym pociągnięciem za rękę maluch zatrzymał Danniego.
– Muszę ci zadać pytanie – zabrzmiało bardzo poważnie.
– Kto lubi słodycze bardziej niż warzywa?
– Dzieci – odpowiedział cukiernik.
– A kto lubi je najbardziej, tak najbardziej na całym świecie
– Pewnie dzieci.
– A kto zawsze coś słodkiego chętnie zje? I zawsze się ucieszy, gdy dostanie cukierka ?
– Domyślam się, że dzieci – powiedział na głos Danny, w myślach zaś dodał „To ci dopiero mądrala”.
– No właśnie. To po co robisz cukierki, których dzieci nie mogą jeść? I nie mogą nawet spróbować. I mogą się nimi udławić…
Resztę przedpołudnia spędzili w milczeniu, spacerując po ogrodzie.

Gdy Danny otwierał swoją maleńką manufakturę, myślał o dorosłych klientach. Spod jego ręki wychodziły cudeńka dla dorosłych – twarde cukierki do ssania. Nigdzie nie było jednoznacznego ograniczenie wiekowego czy zakazu podawania takich cukierków dzieciom. Ale sam cukiernik się przekonał, bywały niebezpieczne.

Teraz czuł, że stanęło przed nim nowe wyzwanie- opracowanie czegoś, sam jeszcze nie wiedział czego, dedykowanego najmniejszym łasuchom, które nie potrafią nic dłużej w ustach trzymać.

* * *

„Próba numer jeden” – pomyślał Danny, gdy późnym wieczorem oglądał prototyp cukierka stworzone go z myślą o dzieciach, cukierek o wydłużonym kształcie z możliwością trzymania w dłoni lub krótko mówiąc cukierek z rączką. Im dłużej się mu przyglądał, tym bardziej rzedła mu mina.
„Kształt fantazyjny, smak wyśmienity – które dziecko powstrzyma się przed zjedzeniem całości?” – rozważał.
„Tak długo będzie lizać lub gryźć, aż zostanie na końcu mały kawałek, którego – o zgrozo! – nie omieszka połknąć. Wracamy więc do punktu wyjścia” – rozmyślał.
„ A może rękojeść wykonać w innym smaku, bardziej odpychającym niż zachęcającym np. słonej lukrecji ?” – próbował jeszcze ratować swój pomysł. „Nawet słona lukrecja ma swoich wielbicieli wśród maluchów. A poza tym, czy tak naprawdę chcę, by na zmarnowanie szła część cukierka?”
-Twój pomysł jest i głupi czas się z tym pogodzić, kolego – mruknął pod nosem. „Jestem zbyt zmęczony, by rozsądnie myśleć. Już zaczynam rozmawiać sam ze sobą.”
I … poszedł spać.
Zostawił wszystko, jak było, nie wysilając się nawet, by przykryć naczynia. Zasnął nieświadomy tego, że zaledwie krok dzielił go od odkrycia.
Następnego dnia bałagan, który zastał w pracowni, znacznie ostudził zapał, z jakim przyszedł do pracy.
„Nie bez przyczyny obiecywałem sobie, że sprzątam wszystko przed wyjściem, choćbym padał na twarz”- pomyślał rozżalony. „Teraz pół dnia zejdzie mi na doprowadzenie sprzętu do stanu używalności.”
– Ech…- westchnął i zrezygnowany przysiadł na stołku. Jedną ręką podparł, drugą od niechcenia sięgnął po najbliższą łyżkę. Niestety, utknęła w garnku z pozostałością masy cukrowej.
„Tej już chyba nie odzyskam”- doszedł do wniosku po kilku nieudanych próbach oswobodzenia łyżki. Zawziął się jednak jeszcze raz i …przy nieco silniejszym pociągnięciu łyżka odkleiła się od garnka, niestety nadal pokryta grubą warstwą skrystalizowanego syropu. Westchnął ponownie i wrócił na miejsce na stołku.

„Nie wyspałem się.”  Ta jedna myśl powracała jak bumerang… Umęczonym wzrokiem spoglądał na łyżkę. I wówczas doznał olśnienia.
– Mam! – krzyknął podekscytowany. – Zastygły cukier można zlizać z łyżki. Idealne zajęcie dla dzieci. – Uśmiechnął się oczami wyobraźni widząc malucha z łyżką w ręku, całym sobą oddanego konsumpcji.
-Że też wcześniej na to nie wpadłem. Teraz jeszcze trzymadełko- wszak nie będę robił cukierków na łyżkach czy łyżeczkach …
Z nową energią przystąpił do pracy.
Doczyścił wyłącznie to, co było mu potrzebne do przygotowania niewielkiej porcji. Z plastycznej gorącej masy uformował coś na kształt kulki. Tak mu się spieszyło, że omal się nie poparzył. Nie mógł czekać, aż masa ostygnie. Chciał skończyć przed przyjściem siostrzeńca. „Jeśli ten w ogóle zechce mnie dziś odwiedzić. Wczorajszy dzień do najmilszych nie należał” – rozważał.
„Jeszcze coś do trzymania.” Z kawałków papieru skręcił coś na kształt rurki i wcisnął w miękkie jeszcze cukierki. Z namaszczeniem odłożył na tackę dwa egzemplarze – jeden dla Matta drugi dla siebie- aby całkowicie ostygły i stężały. Zabrał się do dalszych porządków. „Takiego bałaganu chyba jeszcze nigdy tu nie miałem – rozmyślał. Co chwilę zerkał do okna, czy przypadkiem malec nie nadchodzi.

Nagle postać chłopca zamajaczyła na tle sadu. „Oj, nie spieszno mu dziś do mnie. Pewnie się pogniewał” – obawiał się Danny.
Wyszedł maluchowi naprzeciw.
– Proszę – zrobiłem z myślą o Tobie. – Wręczył Mattowi słodką kulkę na patyku. – Trzeba lizać.
Usiedli na schodach do pracowni cukierniczej.
Po kilku liźnięciach chłopczyk uśmiechnął się szeroko.
– Wujku, jesteś najlepszym cukiernikiem na świecie.

  • Lizak to, mówiąc najprościej, twardy cukierek, coś jak landrynka, tyle że na patyku.
  • Można przypuszczać, że pierwsze twarde cukierki pojawiły się wraz z rozpoczęciem uprawy trzciny cukrowej. Na Nowej Gwinei mogło to być już 1000 lat p.n.e. Do Indii, a następnie Grecji trzcina cukrowa i wiedza na temat ekstrakcji cukru z tej rośliny dotarła nieco później, między VI a IV w. p.n.e.
  • Starożytne pochodzenie landrynek potwierdza etymologia angielskiego słowa candy. W języku perskim istniało quand, natomiast w sanskrycie khanda, i oba oznaczały cukier w kawałkach. Co ciekawe, w języku polskim znajdziemy kandyz, czyli grubo skrystalizowany cukier.
  • Skąd pomysł na patyczek? Otóż jeszcze z czasów ludzi pierwotnych. Za pierwowzór uważane są gałązki, którymi sięgano miód i z których resztki cennego przysmaku zlizywano, aby nie uronić ani kropli. Badania archeologiczne dowodzą, że już starożytni Egipcjanie, Arabowie i Chińczycy zjadali z patyczków owoce z miodem.
    Cukierki na patyku znane były również w XVII – wiecznej Anglii, jednak były one wówczas miękkie, a patyczki papierowe.
  • Fabryka McAviney Candy Company z New Haven chełpi się własną historią powstania lizaków. Inspiracją do rozpoczęcia w 1908r. produkcji „candy stics”, czyli słodyczy na patyku, miały być drewniane patyki wykorzystywane do mieszania gotującej się masy cukrowej. Mieszadła te, z końcem dnia pokryte warstwą zastygłego cukru, pracownicy zabierali do domu dla dzieci.
  • W takiej postaci, jaką znamy dziś, lizaki pojawiły się na początku XX w. Do ich komercjalizacji przyczynił się rozwój przemysłu – specjalnie zaprojektowane urządzenia znacznie ułatwiły zarówno mocowanie patyczków, jak i nadawanie samym cukierkom odpowiedniego kształtu.
  • Maszyna z 1908r. zdolna była wytworzyć 40 lizaków na minutę czyli 2400 na godzinę. Dziś są to wielkości rzędu 500-1000 sztuk na minutę.
  • Słowo lollipop pojawiło się w druku pod koniec XVIII w. Powstało z połączenia wyrazów lolly i pop. Pierwszy człon zrostu, lolly, oznaczał usta bądź język (pozostałością jest zwrot loll out – wywieszać język). Pop natomiast tłumaczy się jako wrzucać i wówczas lollipop to coś wrzucanego do ust, niekoniecznie słodkiego. Pop to także dźwięk, jaki wydaje lizak, gdy się go wyjmuje z ust – i tutaj mamy już do czynienia z przekąską na patyku.
  • Za osobę, która jako pierwsza nazwała twardy cukierek na patyku lollipop, uważa się Georga Smitha, właściciela fabryki słodyczy Bradley Smith Company w New Haven. Używał on jednak innej pisowni nazywając swoje wyroby Lolly Pop na cześć ulubionego konia wyścigowego. Produkcję lizaków na dużą skalę rozpoczął już w 1908r, jednak dopiero w roku 1931 udało mu się uzyskać patent. Na przeszkodzie stanęło bowiem pojawiające się w angielskim słowniku z początku XVIII w. słowo lollipop. Choć Smith ostatecznie dowiódł, że jego nazwa jest oryginalna, z czasem obie pisownie stały się równie powszechne, stosowano je zamiennie i nie udało się utrzymać znaku towarowego.
  • Istnieje również przypuszczenie, że słowo lollipop wywodzi się z romskiej tradycji sprzedawania jabłek w karmelu na patyku. W języku romskim czerwone jabłko nazywane jest loli phaba.
  • Kilka nazwisk wpisanych w historię lizaków:
    Enric Bernat w 1958 r. otworzył w Hiszpanii firmę Gol produkującą lizaki. Sukces odniosła po zmianie nazwy na …Chupa Chups.
    Salvador Dali zaprojektował logo Chupa Chups wykorzystywane do dziś.
    Samuel Born, imigrant z Rosji, w 1916 r. wynalazł maszynę Born Sucker Machine, która mechanicznie wprowadzała łączyła patyczki z cukierkami. W Brooklynie założył fabrykę słodyczy Just Born.. 
  • Jak się przygotowuje lizaki? Najstarsze przepisy drukowane pochodzą z 1918/1919r. Do dziś wiele się nie zmieniło. Podstawą jest rozpuszczony w wodzie i ugotowany w odpowiedniej temperaturze cukier. Aby uzyskać odpowiedni kolor i smak dodaję się barwniki i aromaty. W fabrykach cały proces jest zautomatyzowany. Formowanie lizaków i mocowanie patyczków odbywa się w specjalnych maszynach. W małych manufakturach wygląda to tak
  • Lizaki to jedno z najbardziej popularnych słodyczy. Spangler Candy Company produkuje ponad bilion lizaków Dum Dum rocznie, a największy światowy producent lizaków Tootsie Roll Industries – 16 milionów dziennie.
  • W Stanach Zjednoczonych święto lizaka obchodzone jest co roku 20. lipca.
  1. The Food Timeline (www.foodtimeline.org), a tam: Oxford Companion to Food, Alan Davidson [Oxford University Press:Oxford] 1999 (p. 459, 768)
    An A-Z of Food and Drink, John Ayto [Oxford University Press:Oxford] 2002 (p. 193)
    Encyclopedia of American Food and Drink, John F. Mariani [Lebhar-Friedman:New York] 1999 (p. 188)
  2. doza.o2.pl/?s=4102&t=3492
  3. www.altiusdirectory.com/Society/2008/07/national-lollipop-day-20th-july.html
  4. sjp.pwn.pl
  5. www.justborn.com/
  6. connecticuthistory.org/new-haven-gives-the-lollipop-its-name-today-in-history/
  7. www.candyfavorites.com/shop/catalog-lollipop-history.php
  8. historyspaces.blogspot.com/2012/09/a-brief-history-of-lollipop-with.html
  9. www.madehow.com