Trochę jak kapusta, której głowa pusta

26 czerwca 2013 at 23:47

W kuchni mistrza Panterelli jak zawsze panował chaos.
– To pewnie taki włoski styl – zwykli mawiać Francuzi i choć nie było to łatwe, po kilku latach obecności Włocha w ich kraju, przywykli do jego sposobu bycia. Panterelli był znany z tego, że mimo bałaganu przyrządzał bezbłędne potrawy. Chociażby dlatego znalazł się wśród wybrańców, którzy wraz z księżną Katarzyną Medycejską i jej dworem przyjechali do Francji. W kuchni był bardzo skoncentrowany, a że musiał mieć wszystko pod ręką – jakoś tak zawsze powstawał bałagan.

Tego dnia mistrz Panterelli uwijał się wśród swoich garnków, garnuszków, mis i miseczek. Tu dolewał, tam dosypał, tu zamieszał. Pâté z kurzych wątróbek było już gotowe, kurczak z estragonem również. Posypane parmezanem paluszki z ciasta francuskiego powędrowały na chwilę do pieca.
– Teraz przyszła kolej na quennelles – powiedział do siebie nalewając do rondla wodę. Dorzucił masło i postawił garnek na ogniu.
„Zanim masło się rozpuści, przygotuję ciasto na ciasteczka, które obiecałem księżnej na dziś do herbaty” – pomyślał i energicznym ruchem postawił na blacie wielką miskę.

Przy odmierzaniu mąki zastała go służąca. Przysłana przez księżną przyszła powiadomić, że pani będzie dziś gościć dwie osoby więcej.
– Bene, dwie osoby to tak naprawdę niewielka różnica – powiedział, dosypując jednocześnie dodatkową miarkę mąki, tak by otrzymać więcej ciastek. Odliczył jajka, odważył cukier i czując, że wszystko jest pod kontrolą i ma zapas czasu, postanowił pomarudzić trochę nad uchem młodego kuchcika, który od kilku tygodni u niego praktykował. Ledwo zdążył do niego podejść, znów zajrzała służąca.
– Wybacz mistrzu moją pomyłkę – rzekła widocznie zakłopotana, nie podnosząc na niego wzroku – Będą dodatkowe osoby na obiedzie, ale na herbatę nie zostaną.
I uciekła.
– Nic to nie zmienia. Obiad zwykle mam przygotowany dla większej liczby osób – Panterelli nie omieszkał skomentować pod nosem zaistniałej sytuacji.

Ale to nie był koniec niespodzianek. Chwilę później inna śliczna buzia ukazała się w drzwiach. Tym razem księżna przysłała jedną ze swoich dam dworu.
” Czyżby służąca okazała się niekompetentnym posłańcem?” – pomyślał kucharz.
– Monsieur, Księżna Katarzyna informuje, że gościć będzie dziś dwie osoby zarówno na obiedzie jak i herbatce. Goście będą z dziećmi, prawdopodobnie czwórką – ukłoniła się i odeszła.

„Dwie dodatkowe osoby chętne na ciasteczka to nie problem, ale dzieci…Dzieci to często łasuchy, chyba muszę policzyć je podwójnie” – próbował poukładać sobie w głowie Panterelli – „Czyli 8 osób więcej. Nie, 10 osób… Mamma mia, 10 osób! Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?  Na szczęście mam czas…”
W tym momencie zegar wybił 15.
– Accidenti! Już trzecia! Muszę natychmiast dokończyć deser – zakrzyknął nasz włoski kucharz, który zaczynał się denerwować.
– Czworo dzieci, czworo dzieci – powtarzał dosypując mąkę.
Pospiesznie chwycił stojący najbliżej rondelek. Nie spojrzał nawet i jednym ruchem wlał całą zawartość do miski z mąką. Gdyby choć rzucił okiem na zawartość garnka, w momencie, gdy brał go do rąk, z pewnością zauważyłby, że ciecz bulgocze, co świadczy o jej wysokiej temperaturze. Był jednak przekonany, że w tym miejscu stoi rozpuszczone i schłodzone już masło. Dopiero gdy mąka zaczęła sklejać się w kluchy, zdał sobie sprawę z błędu, który popełnił. Pomylił się i wlał do miski gotująca się wodę z tłuszczem, której przeznaczeniem były kluski.
– Mamma mia!
Zaczął tak energicznie mieszać, że po kilku minutach udało mu się uzyskać gładką masę. Niestety, ręka postanowiła odmówić posłuszeństwa.
„Może jeszcze da się coś z tego zrobić” – pomyślał i uśmiechnął się do tej myśli rozmasowując jednocześnie obolały mięsień – „Volere è potere”.
Gdy chwilę odpoczął, dodał jeszcze jajka, rezygnując jednak z cukru na wypadek, gdyby wypiek miał się nie udać. „Jeśli będą dobre, to je polukruję.”

Ponieważ ciasta nie dało się w żaden sposób formować, ponakładał łyżką niewielkie porcje na blachę i włożył do pieca. Z zadowoleniem zauważył, że rosną. Przypominały teraz małe kapustki.
„Bardzo ciekawe te ciasteczka. Oby były smaczne” – rozmyśła przyglądając się, jak zmieniają kolor. Gdy wyjął z piekarnika ładnie zarumienione, jego uwagę przykuła waga: były wyjątkowo lekkie. Przekroił jedno z nich.
– Acciderba, są puste w środku!! – zakrzyknął.
Zastanowił się chwilę, co z tym fantem zrobić.
– La necessità è la madre delle invenzion: napełnię je kremem – powiedział zadowolony z siebie.
Tak też uczynił. A dla dodania słodyczy posypał cukrem pudrem.

Postanowił, że sam poda deser księżnej, nie będzie nikogo narażał na złość pani i weźmie na siebie ewentualną naganę.
Księżna nie ukrywała niezadowolenia spowodowanego brakiem jej ulubionych ciastek. Bardziej jednak była zaskoczona, widząc jak sam Panterelli wnosi tacę z nieznanym jej deserem i ciekawa, co mistrza sprowadza na salony. Nie odezwała się więc, póki nie spróbowała nowego specjału. A jeden kęs wystarczył by rozpogodzić chmurne oblicze Katarzyny. Pâte à Panterelli zdobyły serca całego otoczenia księżnej.
A dzieci, jak przypuszczał kucharz, choć małe, jadły za dwoje.

quennelles – rodzaj klusek serwowanych we Francji
bene – dobrze, ok.
accidenti – zwrot używany do określenia niezadowolenia, dosł. „przypadki”)
Mamma mia! – tego nie trzeba tłumaczyć 😉
acciderba – zwrot opisujący zaskoczenie (od accidenti)
la necessità è la madre delle invenzioni – potrzeba jest matką wynalazków
volere è potere – chciec to móc

Fakty

 

Bibliografia