Targ jak z bajki

11 lutego 2014 at 23:00

Jest takie miejsce, gdzie można poczuć się trochę jak w bajce. Gdyby przymrużyć oczy i nie widzieć turystów, byłoby jeszcze bardziej bajkowo.

Jest takie miejsce, gdzie od rana biegają ubrani na biało mężczyźni w słomianych kapeluszach z różnokolorowymi wstążkami. Obok panów w bieli krzątają się jeszcze tacy w czarnych spodniach i niebieskich bądź płowych koszulach. A dowodzi nimi kaasvater w pomarańczowym kapeluszu dzierżący dumnie w dłoni czarną laskę ze srebrnym wykończeniem. Niektórzy już się domyślają, że chodzi o coś związanego z serem, gdyż kaas to po holendersku właśnie ser.

Szukając w Holandii bajkowych miejsc z serem w jednej z głównych ról, trafimy na targ serowarski w Alkmaar. Pod warunkiem, że poszukiwania nasze prowadzimy w piątek, gdyż w ten właśnie dzień na placu Waagplein odbywa się swego rodzaju przedstawienie, które przenosi nas w czasy średniowiecza.
Ser sprzedawany jest zgodnie ze starą tradycją, sięgającą 1365 r., kiedy to w Alkmaar postawiono pierwszą wagę do ważenia sera. A zabiegani panowie nie biegają dla zdrowia (w dodatku zwykle z niemałym obciążeniem)
To członkowie gildii tragarzy sera (ang. cheese carriers’ gild, niderl. kaasgragersgilde ). Gildia jak z powieści Terry’ego Pratchetta ;). Uroku dodaje fakt, że owi panowie pracują wg iście bajkowych zasad, niezmienionych od czasu powstania gildii, czyli od 1593r.
Zespół tragarzy podzielony jest na grupy, z których każda ma inny kolor wstążki przy kapeluszu, kolorowe muchy i nosiłki: czerwony, zielony, niebieski lub żółty. Trzy grupy pracują, każda przy jednej z trzech wag. Członkowie czwartej grupy np. zastępują brakujących w pozostałych trzech. O miejscu na targu i przydziale wagi decyduje rzut kostką przed pierwszym targiem w sezonie (kto rzucał kostką w pracy wybierając biurko? 😉 )
Nie spotkasz w gildii żadnego Luuka, Larsa czy Barta, lecz jedynie Tłumacza, Zawór, Niezapominajkę, Kata itp. Powołani do zespołu tragarzy z rezerwy po dwóch latach prób otrzymują przydomki odpowiadające charakterystycznym cechom lub wykonywanemu zajęciu. Do ostatniego z wymienionych, niderl. beul, scherprechter, należy pobieranie grzywny za spóźnienie się do pracy. Część tych pieniędzy idzie na szkołę w Surinam, pozostałe zostają dla gildii.
Wypłata też jest bajkowa, choć w tym przypadku wolelibyśmy jednak bardziej współczesne stawki. Wynagrodzenie, przekazywane w piątek przed Bożym Narodzeniem, składa się z 5 EUR dla tragarza, dwóch ciastek migdałowych dla jego żony, za troskę o nieskazitelną biel ubrania, a dla dzieci bochenek chleba, trochę masła i sera.
Bicie się, palenie i spożywanie alkoholu jest surowo zakazane podczas targu serowarskiego, tak jak i przeklinanie. W sytuacjach, gdy język aż rwie się do przekleństwa, np. gdy nieposłuszne sery spadają z nosideł, tragarze krzyczą „sowa” (niderl. uil). Kiedy szef zapomni kapelusza czy laski, wołają za nim: „Ojcze, jesteś nagi”.

I choć w tylu miejscach maszyny zastępują człowieka, ważenie odbywa się automatycznie, a zabrane dane
natychmiast przesyłane są do komputerów, w Alkmaar zatrzymujemy się przy tradycyjnej metodzie. Kolory, gwar targowiska, doznania smakowe i zapachowe, niespotykane na co dzień zwyczaje i wrażenie, że wolniej płynie czas – to wszystko wygrywa z technologią, którą jesteśmy otoczeni. A gildia nosicieli sera nie pracuje wcale na wolnych obrotach i mogłaby stanowić konkurencję dla nie jednej maszyny.
Przez ręce tragarzy w targowy poranek przechodzi ponad 30 tys. kg sera.

Bibliografia