Słupski nieznajomy

13 kwietnia 2014 at 23:00

Choć w 2015 roku skończę 90 lat, nieskromnie powiem, że nie straciłem nic z młodzieńczego uroku i energii. Nadal z tym samym wigorem wyruszam na wyprawy poza mury rodzinnego miasta. Niezmiennie towarzyszy mi czerwony beret, laska i ulubiony pleśniowy ser, na wypadek głodu.

Wszystkie drogi prowadzą do Goudy

4 lutego 2014 at 23:00

ser-na-targu-w-Goudzie

– Dla nas nie odkładaj chleba. Tym razem chyba nie wrócimy przed zmierzchem – powiedział Daan widząc, że żona zabiera się za przygotowywanie posiłków na kolejny dzień.
Mężczyzna od dłuższej chwili trwał zamyślony nad kubkiem z resztką mleka. Ciężko mu było wstać od stołu, gdyż miał przed sobą perspektywę kolejnego baaardzo długiego dnia, który przyjdzie mu spędzić w podróży i na targu.
Fenna odwróciła się w stronę męża.
– A dlaczego? – spytała. – Czyżby przenieśli targ do innego miasta? Znów jakaś gildia opłaciła urzędników i uzyskała wyłączność…
– Przecież dobrze wiesz, że to tak nie wygląda- przerwał jej w pół zdania Daan. – Miasto otrzymuje przywileje, jeśli na nie zasłuży. A poza tym musi być jakiś porządek. Jakie byłyby ceny, gdyby każdy sprzedawał swoje wyroby gdzie chce i bez konkurencji.
– Nie podoba mi się to, że jeździcie coraz dalej. Czy tu w okolicy już nikt nie trudni się wyrobem serów?
– Mógłbym jeździć nawet do Alkmaar, byle tylko za każdym razem sprzedać wszystkie sery.
– Gdyby udało się sprzedać wszystkie sery po dobrej cenie, to mógłbyś sobie jeździć i do Amsterdamu, bo stać by nas było na zatrudnienie pomocnika.
– Wiem, wiem – zasmucił się Daan.
„Wówczas wysyłałbym na targ kogoś innego” – pomyślał. Akurat tego najbardziej nie lubił robić.

Szlechetna pleśń, szlachetny smak

15 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Choć w marcu dni stają się coraz dłuższe i słońce coraz mocniej ogrzewa spragnioną ciepła ziemię, pogoda lubi płatać figle, a zima przypominać jeszcze o sobie i zaskakiwać w najmniej dogodnym dla wszystkich momencie.
Tak też było i tego dnia. Chłopi zaplanowali zajęcia na słoneczne popołudnie, a tymczasem zerwał się silny wiatr, który gdzieś znad Morza Północnego przyniósł ciężkie chmury. Kto tylko miał bydło na pastwisku, widząc czarne niebo, odkładał pracę i spieszył, by sprowadzić zwierzęta do obory. Marie tak jak inni pospiesznie zaganiała swoje krowy. Hodowla i produkcja serów była jej głównym zajęciem, poza warzywnikiem koło domu i maleńkim sadem. Od kiedy jednak mąż najął się do pomocy w gospodarstwie oddalonym o parę kilometrów i znikał czasem na całe dni, na jej barkach spoczęła większość obowiązków domowych. Zmęczona częściej niż zwykle siadała z książką  czy tamborkiem, próbując uporać się w ten sposób z monotonią i trudami dnia codziennego. Widząc nadciągającą burzę, z żalem odłożyła lekturę i wróciła do niej niezwłocznie po zamknięciu krów w oborze.