Mysz to czy nie mysz?

7 stycznia 2017 at 22:30

Gdy mama weszła do kuchni pierwszą rzeczą, która przyszła jej do głowy, była mysz. Nie potrafiła zdecydować, czy krzyczeć z powodu grasującego w kuchni gryzonia czy usiąść i rozpaczać nad zmarnowanym ciastem.

No bo skąd w mieszkaniu wzięłaby się mysz? Chyba nie jest często spotykanym lokatorem w bloku. Mama szukała w pamięci, czy ktoś z sąsiadów żalił się na towarzystwo myszy. Karaluchy owszem, ale mysz? Och! A może to jakiś inny zwierz? Wspiął się po balkonach, wdrapał przez uchylone drzwi, schował gdzieś w kącie i czekał. Pod osłoną nocy, gdy wszyscy domownicy smacznie spali, wyszedł z ukrycia i wytropił ciasto. Placek był w opłakanym stanie. Cały pokruszony. Co kawałek dziury jakby ktoś łapkami przekopał całą zawartość foremki. Może to zatem była jakaś kuna albo łasica? Mama bała się podejść do ciasta. Może jeszcze tam grasuje ten zwierz. Przyczaił się. Albo śpi. Jej podejście może go zbudzić. A wówczas na pewno w popłochu rzuci się na nią. Nie, nie ma odwagi, by podejść bliżej i przekonać się, co też tam siedzieć może. Zrobiła to, co w danej chwili wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Poszła po tatę.

Inwazja Manneles

6 grudnia 2014 at 23:04

DSC00445+++

Nie obawiaj się, jeśli będąc w Alzacji pewnego grudniowego dnia poczujesz na sobie spojrzenia setek maleńkich oczu. Większość tych oczu wykonana jest z rodzynek lub czekolady. To drożdżowe lale przybywają, by świętować Saint-Nicolas czyli dzień Świętego Mikołaja.

Szlechetna pleśń, szlachetny smak

15 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Choć w marcu dni stają się coraz dłuższe i słońce coraz mocniej ogrzewa spragnioną ciepła ziemię, pogoda lubi płatać figle, a zima przypominać jeszcze o sobie i zaskakiwać w najmniej dogodnym dla wszystkich momencie.
Tak też było i tego dnia. Chłopi zaplanowali zajęcia na słoneczne popołudnie, a tymczasem zerwał się silny wiatr, który gdzieś znad Morza Północnego przyniósł ciężkie chmury. Kto tylko miał bydło na pastwisku, widząc czarne niebo, odkładał pracę i spieszył, by sprowadzić zwierzęta do obory. Marie tak jak inni pospiesznie zaganiała swoje krowy. Hodowla i produkcja serów była jej głównym zajęciem, poza warzywnikiem koło domu i maleńkim sadem. Od kiedy jednak mąż najął się do pomocy w gospodarstwie oddalonym o parę kilometrów i znikał czasem na całe dni, na jej barkach spoczęła większość obowiązków domowych. Zmęczona częściej niż zwykle siadała z książką  czy tamborkiem, próbując uporać się w ten sposób z monotonią i trudami dnia codziennego. Widząc nadciągającą burzę, z żalem odłożyła lekturę i wróciła do niej niezwłocznie po zamknięciu krów w oborze.