Brownies- dzieło skrzatów czy przypadku?

21 stycznia 2014 at 23:00

Nagle gwałtownie otworzyły się drzwi i do kuchni wpadła dwójka szkrabów, ledwie głowami sięgających ponad blat stołu. Z nimi podążała nieco starsza dziewczynka. Z jej miny i gestów można było wyczytać, że miała sprawować pieczę nad brzdącami, które niestety wymknęły się spod jej kontroli. Podobieństwo i zaledwie kilkuletnia różnica wieku kazały sądzić, że jest starszą siostrą urwisów, nie zaś wykwalifikowaną opiekunką. I stąd może całe to zamieszanie.
– Stójcie, wracamy do bawialni! – zdenerwowana Wendy próbowała złapać chociażby jednego malucha.
Niestety, 5 –letnia Zuzia i 7-letni Harry byli szybsi i zwinniejsi od 13-letniej siostry. Na dodatek nic sobie nie robili z jej próśb i gróźb. Biegali wokół stołu i szafek, szczerze ubawieni całą sytuacją.
Wendy natomiast z minuty na minutę była coraz bardziej przerażona, gdyż co rusz dostrzegała nowe zagrożenia czyhające w kuchni na niesforne rodzeństwo. Ostre kanty szafek, twardy blat, dziesiątki nóg od krzeseł, o które w każdej chwili można się potknąć, słoiki ustawione na półkach regaliku, które w każdej chwili można strącić, czy jajka pozostawione w koszu obok lodówki.
„Dlaczego mama je tu zostawiła?” – pomyślała i wtedy zauważyła blaszkę z czekoladowym ciastem upieczonym przez mamę i odstawionym zapewne do wystudzenia.

Moda na tablety

6 stycznia 2014 at 23:00

zatem u nas też tablet, tyle że made in Scotland 😉

Parafrazując jednego ze związanych ze Szkocją blogerów : Daj go swoim przyjaciołom – nawet jeśli nie byli oni twoimi przyjaciółmi dotychczas, teraz staną się nimi na pewno.
Jeśli ktoś myśli, że znajdzie tu instrukcję, jak w cudowny sposób stać się posiadaczem tylu tabletów, by bez wahania można było nimi obdarować znajomych, niestety się rozczaruje.
Bynajmniej nie chodzi o rozdawanie komputerów, a bohatera tego wpisu poza nazwą, nic nie łączy z popularnym urządzeniem przenośnym (chyba że ktoś zajada się tabletem przy tablecie 😉 )

Tablet to Szkocki przysmak, przypominający w smaku krówki czy amerykański fudge, jednak bardziej twardy i kruchy. Bardzo słodki smakołyk, początkowo otrzymywany był z cukru i śmietany. Ponieważ taka mikstura łatwo ulega przypaleniu podczas podgrzewania, z czasem zastąpiono śmietanę mlekiem kondensowanym i masłem. Spotkać można również tablety z dodatkiem aromatu waniliowego, pomarańczowego czy imbirowego.
Wszystkie składniki podgrzewa się i gotuje bardzo ostrożnie do uzyskania jednolitej masy, a następnie wylewa do dużej, płaskiej formy (blaszki) i odstawia na jakiś czas, pozwalając by cukier skrystalizował. Gdy masa całkowicie stężeje i ostygnie, można ją pokroić na małe kostki.

Dlaczego tablet?
Najstarsza drukowana wzmianka wg Oxford English Dictionary pochodzi z 1736 r.
Ten sam słownik sugeruje, że nazwa mogła zostać zapożyczona spośród terminów medycznych, gdyż od połowy XVI w. nazywano tak ( tablet, tablett, tablette, tabelet, tabillet, tabletce) lekarstwa w formie małych dysków lub rombów.

Dla nas żyjących pośród tabletów bardziej naturalne będzie zapewne skojarzenie nazwy deseru z tym, jak wygląda on w czasie przygotowywanie, a dokładnie w momencie, gdy stygnie i krystalizuje na płaskiej powierzchni. Nie jest to błąd, ponieważ inne znaczenia słowa tablet, poza wspomnianym powyżej, to: tabliczka, mała płyta, płaski kawałek drewna pokrytego woskiem i służący do pisania i malowania.

Aby uraczyć przyjaciół szkockim deserem i sprawić im przyjemność, nie potrzeba ani wiele czasu, ani pieniędzy. Chcąc uszczęśliwić bliskich słodkim tabletem warto jednak zwrócić uwagę, czy ktoś przypadkiem nie jest na poświątecznej diecie 😉

Bibliografia

Bracia czy rywale?

22 listopada 2013 at 23:00

Jedno pochodzi z Mediolanu, drugie zaś z Werony. Pierwsze kształtem przypomina kopułę, drugie zaś wypiekane jest w formie gwiazdy. Oba zdobią włoskie stoły w okresie Bożego Narodzenia. Każdej zimy w czasie świątecznym włoscy piekarze wypiekają około 117 milionów tych ciast (dane z 2007 r.). Mowa o panettone, wizytówce Mediolanu i pandoro pochodzącym z miasta Romea i Julii. Te świąteczne ciasta co roku rywalizują o honorowe miejsce wśród bożonarodzeniowych potraw.
Patrząc na półki w naszych sklepach można dojść do wniosku, że panettone wojnę już wygrało. Jest też bardziej popularne na stronach czy w książkach kulinarnych i stąd też pewnie więcej osób babę tę kojarzy. Może panettone jest ciekawsze dzięki bogactwie składników i historii, która w iście bajkowy sposób przedstawia jego genezę. A może to zasługa bardziej aktywnych i jednocześnie skutecznych speców od reklamy?
We Włoszech tyle samo jest zwolenników panettone co pandoro. Niektórzy preferują mediolańskie ciasto nadziewane rodzynkami i owocami kandyzowanymi, inni kochają prostotę  pandoro (choć wcale nie jest to takie proste ciasto do przygotowania), oprószonego cukrem pudrem. Dla producentów liczy się każdy zwerbowany łakomczuch i każdy zgarnięty kawałek cukierniczego rynku.

Czym jest zatem ciasto, które konkuruje o palmę pierwszeństwa z wydawać by się mogło królem świątecznych włoskich wypieków – panettone?
Pandoro to drożdżowa babka, bardzo aromatyczna, pieczona w foremce o charakterystycznym kształcie gwiazdy. Podawana jest zazwyczaj posypana cukrem pudrem z wanilią, co ma przywodzić na myśl ośnieżone zimą szczyty Alp.
Przodkiem pandoro, podobnie jak i panettone, jest chleb. W dawnych czasach na spożywanie białego pieczywa mogli sobie pozwolić nieliczni, odpowiednio zamożni. Słodkie chleby zaś czy takie wzbogacone w jajka, miód czy masło, zarezerwowane były właściwie dla szlachty i serwowane w pałacach jako królewski chleb czy złoty chleb – pan d’oro. I stąd nasze pandoro. Choć uboższe, bo bez dodatków, zachwyca jednak aromatem i kształtem.

Tak wiele obydwa ciasta łączy, aż dziw, że dzielą często konsumentów na dwa obozy.
Kochamy świąteczne wypieki i czekamy z niecierpliwością na ten czas, gdy ich zapachy roznoszą się po każdym domu .
Może cała ta wojna panettone i pandoro to zwykły zabieg marketingowy?

Bibliografia

Flapjack – jak naleśniki czy owsiane batoniki ?

18 listopada 2013 at 23:00

„Po grze w Acid Drinkers czujemy się jak naleśniki” tłumaczył kiedyś wybór nazwy Flapjack dla nowej kapeli Maciej „Ślimak” Starosta, perkusista. Nazwa Flapjack brzmi na tyle oryginalnie i trashowo, że jakoś nigdy mi nie przeszkadzało, że to naleśnik 😉

Choć zdecydowanie bardziej znane jest określenie „pancake”, to w Stanach Zjednoczonych faktycznie obie nazwy często stosowane są zamiennie. Flap- w tym przypadku oznacza podrzucany czy przewracany, – jack to natomiast bliżej nie określone słowo, sugerujące różnorodność, wybór składników.
Ciekawą odmianą, nieco różniącą się od amerykańskich pancakes, jest „49er flapjack”, którego historia sięga czasów gorączki złota w Klondike w 1898r. Jest to placek  patelni przygotowywany na zakwasie. Ponieważ jedzenia wówczas było jak na lekarstwo, bardzo ważnym stało się troskliwe przechowywanie zakwasu, tak by nadawał się do sporządzenia posiłku następnego dnia. Radzono sobie w różny sposób: naczynie z zakwasem chowano pod koszulę, by ogrzewało się w cieple ludzkiego ciała, czy zabierano do śpiwora na noc. Wszystko, by utrzymać przy życiu cenne drożdże. Na Alasce poszukiwacze złota z naczyniem przywiązanym na plecach szybko zyskali przydomek „ alaskańskie zakwasy”. Przed wyruszeniem na wykopy przyrządzali oni nie chleb lecz właśnie ciepłego flapjacka z patelni.

Jednak flapjack to nie tylko naleśnik. W Wielkiej Brytanii i Irlandii po pojęciem tym kryje się batonik, którego głównym składnikiem są płatki owsiane, masło i brązowy cukier  ( znany także jako muesli bar, cereal bar czy granola bar). Choć oryginalnie (wg Oxford English Dictionary) oznaczała płaską tartę lub ciasto z patelni, w latach 30-tych minionego wieku nazwą flapjack zaczęto odnosić do ciastek owsianych i tak pozostało.
W Wielkiej Brytanii owsiane flapjacki są bardzo popularne, zarówno jako deser przygotowywany w domu, jak i wśród słodyczy na półkach sklepowych.  Można spotkać batoniki z dodatkiem czekolady, suszonych owoców, orzechów czy jogurtu. Propagowane jako tanie, a przede wszystkim zdrowe, gdyż zawierają dużo żelaza, cynku i witaminy B, szybko rozpowszechniły się na kontynencie.  Może są to jedne ze zdrowszych słodyczy, o ile można w ogóle mówić o zdrowych słodyczach 😉 Z pewnością są popularne na blogach kulinarnych i dziś pewnie więcej osób kojarzy słowo flapjack z owsianym batonikiem, niż zespołem metalowym.

Czy owe zdrowe batoniki były znane w Polsce, gdy kapela powstawała? A może muzycy nie mieliby nic przeciwko, by kojarzyć ich z owsianym ciastkiem? Flapjack nadal brzmi wystarczająco dobrze,  a czy po grze w AD nie można się czasem poczuć się nie tylko jak naleśnik ale i  owsiane misz-masz … 😉 Odpowiedzieć mogą jedynie muzycy Flapjacka.

Bibliografia


Migdały w cukrze skąpane

3 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Życie w rezydencji płynie dość spokojnie. Na tyle spokojnie, że najmłodsi jej mieszkańcy mogą na własną rękę szukać wrażeń, by trochę to życie ubogacić. Mali Antoine i Lucas cieszyli się w zasadzie nieograniczoną swobodą. Pomijając kilka pomieszczeń, do których nie mieli wstępu, mogli do woli biegać po ogrodzie, pałacowych korytarzach, korzystać z biblioteki i oczywiście bawialni dzieci książęcych. W końcu ich tata, Clément Jaluzot, pełnił w pałacu ważną funkcję – dbał o zdrowie i sytość książęcego brzucha.
Chłopcy uczyli się dobrze. Nie tracili na naukę zbyt wiele czasu – bystre umysły wręcz pochłaniały wiedzę,  zwłaszcza z ulubionych przedmiotów czyli geografii i historii. Szybko opanowywali także inne umiejętności, np. jak niepostrzeżenie zwędzić coś z kuchni. Wynosili najróżniejsze rzeczy, od łyżek poprzez kociołki, aż do produktów spożywczych ze spiżarni czy nawet prosto z kuchennego stołu. Akcesoria zazwyczaj były potrzebne im to różnego rodzaju zabaw – sitka służyły jako hełmy, wszelkie chochle, łyżki i szpatułki idealnie nadawały się na broń białą do walki wręcz. Skradzione jedzenie zaś ratowało w chwilach wzmożonego głodu.
Od jakiegoś czasu jednak, zainspirowani zajęciem ojca, rozpoczęli eksperymenty kulinarne i gotowanie dołączyło do listy ulubionych zajęć. Nie zawsze wszystko udawało im się w porę odłożyć na miejsce, czasem po prostu pożyczali coś na dłużej. Jednak przy zgiełku jaki panował zwykle w kuchni, nikt dotychczas niczego podejrzanego nie zauważył. Albo też nie chciał widzieć 😉

Tort Sachera (Sachertorte)

18 października 2013 at 23:00

Przepis na oryginalny tort Sachera to pilnie strzeżony sekret Hotelu Sacher. Podobno na podstawie ilości zamawianych poszczególnych składników można spróbować dojść do tego, w jakich proporcjach są zużywane do przygotowania ciasta. Oczywiście w Internecie znaleźć można wiele receptur. Przypuszczam, że prawie każdy wielbiciel słodkości pokusił się o samodzielne przygotowanie tego słynnego tortu.

Poniżej dwa spośród najstarszych publikowanych przepisów na tort Sachera.

Smak drzemiący w prostocie

16 października 2013 at 23:00

SONY DSC

Jedenastoletni Edward zbiegał po schodach z poddasza, trzymając w ręku kilka złożonych, pożółkłych papierów.
-Tato, tato, zobacz, co znalazłem – wołał podekscytowany. Ostatnie stopnie pokonał jednym susem.
– Znów buszowałeś na poddaszu – zauważył pan Sacher, strzepując pajęczynę z czupryny swej latorośli.
– Pokaż, co tam wyszperałeś.
– Pisali w gazecie o tobie, tato, i byłeś wtedy bardzo młody. Dlaczego nigdy nam o tym nie wspominałeś? – powiedział chłopak podając ojcu kartki.
Franz Sacher rozłożył papiery, rzucił na nie okiem i chciał oddać Edwardowi, mówiąc:
– Możesz je odnieść na górę, to nic istotnego.
Chłopak zaprotestował :
– Pisali o tobie w gazecie tato, a ty mówisz, że to nic istotnego. Tato, opowiedz, proszę. Co ci szkodzi.
Tymczasem podbiegł drugi chłopiec i przyłączył się do starszego brata
– Tato, prosimy – wtórował
– Och, Karolu, powtarzasz za Edwardem i nawet nie wiesz, o co prosisz.
– O bajkę! –baz chwili wahania zawołała młodsza  pociecha. Przecież tata był specjalistą od opowiadania bajek. Franz uśmiechnął się na taką odpowiedź.
– Niech wam będzie – poddał się, widząc że dzieciaki nie odpuszczą i właściwie nie ma szans. Usiadł wygodnie w fotelu a chłopcy zajęli miejsce na dywanie, naprzeciw niego.
– Może to i trochę jak bajka… – zamyślił się.