Słupski nieznajomy

13 kwietnia 2014 at 23:00

Choć w 2015 roku skończę 90 lat, nieskromnie powiem, że nie straciłem nic z młodzieńczego uroku i energii. Nadal z tym samym wigorem wyruszam na wyprawy poza mury rodzinnego miasta. Niezmiennie towarzyszy mi czerwony beret, laska i ulubiony pleśniowy ser, na wypadek głodu.

Szlechetna pleśń, szlachetny smak

15 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Choć w marcu dni stają się coraz dłuższe i słońce coraz mocniej ogrzewa spragnioną ciepła ziemię, pogoda lubi płatać figle, a zima przypominać jeszcze o sobie i zaskakiwać w najmniej dogodnym dla wszystkich momencie.
Tak też było i tego dnia. Chłopi zaplanowali zajęcia na słoneczne popołudnie, a tymczasem zerwał się silny wiatr, który gdzieś znad Morza Północnego przyniósł ciężkie chmury. Kto tylko miał bydło na pastwisku, widząc czarne niebo, odkładał pracę i spieszył, by sprowadzić zwierzęta do obory. Marie tak jak inni pospiesznie zaganiała swoje krowy. Hodowla i produkcja serów była jej głównym zajęciem, poza warzywnikiem koło domu i maleńkim sadem. Od kiedy jednak mąż najął się do pomocy w gospodarstwie oddalonym o parę kilometrów i znikał czasem na całe dni, na jej barkach spoczęła większość obowiązków domowych. Zmęczona częściej niż zwykle siadała z książką  czy tamborkiem, próbując uporać się w ten sposób z monotonią i trudami dnia codziennego. Widząc nadciągającą burzę, z żalem odłożyła lekturę i wróciła do niej niezwłocznie po zamknięciu krów w oborze.