Słodka góra serdeczności

22 października 2017 at 23:02

W przeddzień ślubu starszej siostry Anabel zdała sobie sprawę, że w takich chwilach szczególnie brakuje im mamy. W swoim pokoju Leticia ledwo widoczna spod ogromu białego materiału nanosiła ostatnie poprawki w sukience. U jej stóp piętrzyły się piwonie w oczekiwaniu, aż staną się wiankiem, bukietem lub częścią dekoracji . Rozwichrzone włosy sugerowały, że jeszcze nie opracowała fryzury, która najlepiej pasowałaby do wianka. W kuchni natomiast tata próbował swoich sił jako cukiernik i najwyraźniej postanowił wykorzystać do tego wszelkie dostępne w domu naczynia, gdyż stół tonął w morzu misek, miseczek, półmisków, talerzy, łyżek…
„Są tak zajęci, że nawet nie zauważą mojej nieobecności” – pomyślała Anabel i wyszła z domu. Nie zamierzała uciekać. Chciała pomóc i miała konkretny plan.

Pierwszy składnik: mąką.
Dziewczynka udała się do młynarza. Tam zaczepiła ją pani Jones, żona aptekarza.
– Dzień dobry Anabel, czyżby ciebie wysłali po zakupy?
– Właściwie to sama chciałam … – dziewczynka zawahała się na moment nie wiedząc, co powiedzieć, by nie skłamać, a jednocześnie nie wydać się, że wyszła z domu bez pytania.
– Dobre dziecko z ciebie. Tak chętnie pomagasz najbliższym. – Pani Jones uśmiechnęła się serdecznie.
– Tata jest dziś wyjątkowo zajęty. Próbuje upiec ciasto na wesele…
– Wasz tata ?! – przerwała aptekarzowa nie kryjąc zaskoczenia.
– Tak. Tata postanowił, że zastąpi mamę i przygotuje uroczysty placek – wyjaśniła prostodusznie dziewczynka. – Tyle że mamie zawsze od razu wychodziło, nie musiała próbować.
– Ale proszę się nie martwić – dodała po chwili – zamierzam upiec babeczki. Kiedyś robiłam takie z Leticią. Były całkiem smaczne.
Pani Jones nie zmartwiła się. Nawet wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że to, co usłyszała, to nie żart. Wtedy była przerażona.
Na wesele, najważniejszą uroczystość w życiu młodej kobiety, ciasto piecze ojciec, który zawsze omijał kuchnię z daleka. Na ratunek spieszy 10-latka i gości uraczyć chce czymś, co nazywa babeczkami. „To nie wróży nic dobrego. Nie mogę tego tak zostawić” – rozważała aptekarzowa.

Gdy tylko Ananbel opuściła sklep, pani Jones przystąpiła do realizacji planu, który zrodził się w jej głowie podczas rozmowy z dziewczynką.
– Zapakuj mi jeszcze, kochana, dwa funty mąki –zwróciła się do młynarzowej i gdy ta ważyła mąkę, kontynuowała – Słyszałaś? Ten nierozsądny Edgar postanowił sam upiec ciasto. Co też mu do głowy przyszło?! Rodzinie może serwować te swoje arcydzieła choćby i codziennie. Ale gościom na weselu?! To niedopuszczalne! Nie zamierzam tak tego zostawić. Biedna mała Anabel myśli, że pomoże ojcu piekąc babeczki.
Pani Jones z energią złapała przygotowane torby, odwróciła się na pięcie i…wpadła na panią Pratt, żonę kołodzieja.
– Ty też mogłabyś pomóc, skoro już podsłuchujesz. – Zabrzmiało bardziej jak rozkaz niż sugestia. – Biedne dziewczęta nie mają matki, a przez upartego ojca nie będą miały i porządnego ciasta na wesele.
– Wcale nie podsłuchiwałam! I jak ja mogłabym pomóc? Piec umiem tylko ciasteczka.
Aptekarzowa z głośnym westchnieniem wypuściła całe zgromadzone w płucach powietrze, przewróciła oczami i wyszła. Pani Pratt też westchnęła, bardziej dyskretnie.
– Chyba przyjdzie mi dziś piec ciastka. W przeciwnym razie pani Jones jeszcze gotowa tak na mnie wzdychać przez co najmniej rok.

Tymczasem Anabel zerknęła na listę. Drugi składnik: jajka. Wstąpiła do pani Baring.
– O, Anabel. Dzień dobry. Czyżby ciebie wysłali po zakupy?
– Potrzebne są mi jajka.
– Tobie?
– Tak. Chcę upiec babeczki, bo nie wiem, czy tacie uda się do jutra upiec ciasto. A ja już kiedyś takie babeczki piekłam.
– To twój tata sam chce przygotować ciasto na wesele?!
– Tak – odpowiedziała dziewczynka z lekkim zawahaniem. Kolejna osoba dziwiła się czemuś, co dla małej Anabel nie było niczym nadzwyczajnym. Czyżby dorośli mieli jakieś swoje zasady?
– Proszę się nie martwić. Nawet, jeśli tacie się nie uda, będą moje babeczki. Do widzenia.
– Do widzenia.
Pani Baring przez chwilę patrzyła za odchodząca Anabel, po czym zawiązała pospiesznie chustkę i pobiegła do młynarza po mąkę.

Dziewczynka zerknęła na listę. Trzeci składnik: śmietana.
Udała się do mleczarza. Nieobecną chwilowo żonę zastępował sam pan Long. Małomówny gospodarz zapakował śmietanę i masło bez zbytecznych pytań.
Natomiast na ulicy zaczepił ją pan Staffod.
– Dzień dobry Anabel. Może ci pomogę? – I nie czekając na odpowiedź, zabrał koszyk z rąk dziewczynki. – Takie ciężary dźwigasz – zauważył.
– To składniki potrzebne do przygotowania babeczek na jutro – odpowiedziała prostolinijnie dziewczynka.
– A kto będzie piekł te babeczki? Nie powiesz mi chyba, że Leticia szykując się na jutrzejsze zaślubiny ma jeszcze czas na zabawę w kuchni.
– Ja będę piekła.
– Ty moje dziecko?! – uśmiechnął się dyskretnie, nie chcąc sprawić dziewczynce przykrości.
– Tak, trochę się martwię, że tacie nie wyjdzie ciasto, więc przygotuję babeczki dla gości.
– Twój tata piecze ciasto? Niemożliwe! – Teraz już pan Staffod roześmiał się na dobre. Ponieważ znaleźli się pod domem Anabel, wręczył jej na powrót koszyk i pożegnał się słowami:
– Teraz tym bardziej nie mogę się doczekać jutrzejszej uroczystości i smakołyków.

W kuchni wśród misek, garnków i talerzy dziewczynka nie znalazła ani taty, ani ciasta. Wyszukała za to bez problemu brakujące składniki, uprzątnęła kawałek stołu i ciesząc się, że nikt jej nie przeszkadza, zabrała się za pieczenie babeczek. Przyznać trzeba, że okazała się bardzo pojętną kuchareczką i bezbłędnie odtworzyła z pamięci przepis, z którego korzystały z Leticią może ze dwa razy. Poradziła sobie nawet z piecem chlebowym, choć przez moment wahała się, czy nie poprosić kogoś o pomoc.
„Niech to będzie niespodzianka” – zdecydowała. 
Babeczki wyglądały znakomicie. Jedyne, co można było im zarzucić, to ilość. Było ich zdecydowanie za mało. Ale skąd 10-latka mogła wiedzieć, co to znaczy wesele i goście weselni…

Koszyk pełen muffinów

Piękny to był dzień, piękna ceremonia. W ogrodzie młoda para gotowa była ugościć wszystkich, którzy chcieli cieszyć się razem z nimi ich świętem.
Na stole obok innych potraw królowała taca z misternie ułożonymi babeczkami. Tuż obok przyczaiło się ciasto przygotowane przez ojca panny młodej, niewysokie, niepozorne, jakby chciało ukryć się przed wzrokiem gości. Z każdym przychodzącym gościem, z każdą pojawiającą się gospodynią, ciasto stawało się coraz bardziej niewidoczne, rosła natomiast babeczkowa góra.
Pani Jones przyniosła czekoladowe.
– Pomyślałam, że może być dużo gości. Żeby nie zabrakło upiekłam parę babeczek… – Z tymi słowami wręczyła Anabel koszyk wypieków.
Dziewczynka starannie dołożyła je do swoich.
Babeczki przyniosła też młynarzowa – waniliowe. I pani Staffod – maślane. Pani Pratt przyniosła ciasteczka. Dla nich też znalazło się miejsce na tacy.
Babeczki upiekła również pani Temple, żona bartodzieja, i pani Geddes, żona kaletnika , i krawcowa – pani Cadogan, i przyjaciółka Leticii, karczmarka. Z łakoci urósł całkiem pokaźnych rozmiarów stos.

– Widzę dziewczęta, że wprowadzacie nowe zwyczaje. Takiego ciasta weselnego jeszcze nie widziałem – komentował pan Staffod w doskonałym humorze. – Tylko która babeczka zostanie wyróżniona jako ten pierwszy najważniejszy kęs? Która z gospodyń będzie dziś zadzierać nosa? – zapytał podchwytliwie. 
Leticia rozentuzjazmowana nie dała się zbić z pantałyku.
– A po co nam jedna najważniejsza? Wszystkie są tak samo wspaniałe.
I stojąc za stołem przyciągnęła męża tak, że znalazł się po drugiej stronie babeczkowej góry i ucałowała, jak tylko zakochana dziewczyna potrafi. A musiała przy tym wspiąć się na palce, by nie zrzucić ani jednej babeczki.
Ogród wypełniły gromkie oklaski, poprzez które przebijał się głos panny młodej.
– Proszę, częstujcie się.
Świąteczny, radosny nastrój udzielił się wszystkim.

A układanie łakoci w stos stało się zwyczajem weselnym dając początek znanym nam tak dobrze piętrowym tortom.

Słodka wieża z babeczek.

Fakty

Bibliografia