O rybaku i żółtym serze

6 stycznia 2015 at 23:00

Na tarasie pojawiło się kilku mężczyzn. Po obfitym obiedzie wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza i porozmawiać o męskich sprawach, paniom pozostawiając do dyspozycji salonik. Niewielki dom, położony w pobliżu plaży wybudowany został przez dziadka Westlanda. Obecnie zamieszkiwał go Gerrit z rodziną i to jego urodziny świętowano. Spotkanie rodzinne trwało w najlepsze…

– Kiedy tak patrzę na jezioro Gooimeer i pomyślę, że tam, gdzie kiedyś były wody zatoki, mają budować nowe miasto, czuję się dumny z holenderskich inżynierów – powiedział doniosłym głosem Baart Westland.
– Dumny? – zapytał z niedowierzaniem jubilat – A kto jakieś 30-lat temu posłałby do stu diabłów każdego, kto dołożyłby choćby kamyk czy dosypał garść piachu do tamy? Nie pamiętasz już?
– To były trudne czasy i niesprzyjające dla rybaków. Nie myślałem rozsądnie. Byłem przybity i sfrustrowany utratą pracy i koniecznością szukania innego zajęcia – tłumaczył się starszy z braci. -Nie wiem, gdzie byśmy skończyli, gdyby nie Jesse.
– Tu się z tobą zgodzę. Jesse był zawsze najrozsądniejszy z naszej trójki. I nie tylko miewał dobre pomysły, ale potrafił też wszystkich do swoich pomysłów przekonać. Zgadza się? – Lucas zagadnął do Jesse’a.
Jesse stał nieco z boku i dopijał kawę. Uśmiechnął się jedynie do braci. Ich wywody pozostawił bez komentarza. Często przy okazji przyjęć wpadali w sentymentalny nastrój i wspominali założenie firmy i początki tradycji serowarskiej w ich rodzinie.
– Jak zawsze milczący i skromny – zażartował Lucas.

Bo Jesse jak zawsze bujał gdzieś, może nie w obłokach, lecz wśród półek pełnych dojrzewającego sera, obok których wisiały liczne medale i nagrody dla wybitnego serowara. Wyobrażał sobie, że marka Westland znana jest na całym świecie a spod fabryki jedna za drugą odjeżdżają ciężarówki. Towarzyszyły mu wspomnienia smaków z dzieciństwa i marzył, że uda mu się je odtworzyć. Na co dzień próbował, testował i wykorzystywał zdobyte doświadczenie, by cel ten osiągnąć. Teraz zaś czuł, że jest bliżej spełnienia marzeń, niż kiedykolwiek wcześniej. Myśli uciekały do fabryki i chciałby za nimi podążyć ciałem. Siedział jak na szpilkach.

Po skończonej kolacji , mimo protestów żony, jedną taksówką wysłał ją do domu, drugą zamówił dla siebie
– Zuidersee 5 – zdenerwowany podał kierowcy adres. „Szybciej, szybciej” -poganiał w myślach. Tam czekał na niego TEN ser. Chwilę później zatrzymali się przed dużym budynkiem. Jesse wyskoczył jak oparzony.
-Reszty nie trzeba – rzucił już w biegu. A biegł, jakby miał co najmniej 20 lat i 20 kilogramów mniej…

Do domu wrócił dobrze po północy. Kładąc się spać, ucałował żonę.
– To jeszcze nie to – powiedział – Ale wiem już, co muszę zmienić.
Żona uśmiechnęła się. Mówił tak od 30 lat.

Fakty

 

Bibliografia