Hrabia szatkuje, kucharz ratuje

31 maja 2017 at 23:07

Pawła znalazł w ogrodzie. Widząc zasępione oblicze przyjaciela, Eugeniusz przyjął pozę wesołka i żartownisia. Zazwyczaj taka taktyka się sprawdzała.
– Czyżby jakaś niewiasta nie doceniła przymiotów Pawła Aleksandrowicza wspaniałego? Jeśli tak, to musi być ślepa, więc cóż ci po niej – zagaił wesoło.
– Nie drwij ze mnie – syknął ów Paweł wspaniały. Tym razem słowa nie wywołały uśmiechu. „Oj, czyżby jakaś grubsza sprawa” – pomyślał Eugeniusz.
– Jakże bym śmiał drwić – dorzucił nadal w żartobliwym tonie i skłonił się nisko.
Paweł zgasił jego entuzjazm jednym spojrzeniem.
– No dobrze, dobrze – westchnął Eugeniusz. – Widzę, że dziś nic tu nie wskóram. Daremne moje starania.
Przysiadł się obok przyjaciela na schodach altanki, która była ich ulubionym miejscem na swobodne rozmowy.
– Już drugi raz zapraszałem ją na obiad – po chwili ciszy przemówił Paweł. – Kazałem kucharzowi przygotować ucztę godną cara. Opłaciłem muzyków. Nastawiłem się… A ona znów odmówiła. Wyobrażasz to sobie?! Odmówiła drugi raz.
– Szczerze mówiąc nie pojmuję, jak ktoś z takim nazwiskiem i do tego hrabia psuje sobie humor jakąś dziewką. Na temat wdzięków twego oblicza nie będę się wypowiadał, bo jeszcze mógłbym zostać opacznie zrozumiany i posądzony, że się w tobie podkochuję…
Paweł skrzywił się na te słowa. Nie skomentował ich w żaden sposób. Eugeniusz kontynuował wolno i spokojnie.
– Może i nie mam takiego doświadczenia w obcowaniu z kobietami jak ty. Trochę jednak poznałem ich nowoczesne zwyczaje. Uważam, że jesteś zbyt łagodny i usłużny.
– Usłużny?! – zdziwił się Paweł.
– Układny, uprzedzający, rycerski jeśli wolisz.
– Zbyt układny?! Uprzedzający?! Poważnie mówisz czy żartujesz? – Mimo poważnego tonu wypowiedzi przyjaciela, Paweł zwątpił, czy aby na pewno może się spodziewać wartościowej porady, czy to jedynie wstęp do kolejnego żartu.
Eugeniusz puścił pytanie mimo uszu i mówił dalej.
– Kiedy mieszkaliśmy we Francji…
– Jeśli masz na myśli paryskie nowoczesne kobiety, to powiem ci – przerwał oburzony hrabia – że Olga i one są sobie dalekie jak…- zawahał się na chwilę szukając najlepszego porównania – jak noc i dzień, ocean i pustynia…jak…
– Co ty! – Eugeniusz roześmiał się rozbawiony reakcją towarzysza – nie o to mi chodziło. Jakże bym mógł szargać nieskalane imię modemoiselle…Olgi. Nawet pomyśleć nie śmiałbym o niej źle. A mówiąc poważnie, powtórzę raz jeszcze, co przed chwilą powiedziałem: jesteś zbyt układny. Nie patrzysz z dystansu, więc tego nie widzisz. Mój punkt obserwacyjny jest wystarczająco odległy.
– Co zatem dostrzegłeś z tego twojego punktu obserwacyjnego?
– Skoro chcesz wiedzieć…
– Tak. – Paweł rozparł się wygodnie na stopniach, jakby przygotowywał się do dłuższej przemowy.
– Według mnie za dużo się pytasz, za bardzo się cackasz. „Może przejażdżka? A może miałabyś ochotę na spacer? Zechciałabyś? Zaszczyciłabyś?” – Eugeniusz naśladował ton hrabiego. – Kobiety kochają emocje. Oczekują zaskoczenia.
– Sugerujesz, że jestem nudziarzem?
– Nie, ale jesteś zbyt delikatny.
– I według ciebie to jest złe ?!
– Nie – odpowiedział krótko Eugeniusz – ale jeśli trafiłeś na żywiołową dziewczynę, dla niej może być zwyczajnie nudne.
Po chwili dodał:
– Nie pomyślałeś pewnie o tym, że swoimi odmowami ona próbuje dać ci znać, że oczekuje czegoś innego. Że to wyzwanie, by się wykazać. Ty wolałeś zatopić się w rozpaczy odrzucanego. Narzekać na swój los i niewdzięczne kobiety.
Oczarowany swoją znajomością ludzkich charakterów, Eugeniusz nie potrzebował już odpowiedzi przyjaciela. Przyjemność sprawiało mu słuchanie samego siebie.
Paweł liczył na konkretne wskazówki.
– Czy możesz zatem oświecić mnie, czego potrzebuje ta niewiasta, której właściwie w ogóle nie znasz? – zapytał.
– Znasz, nie znasz. One wszystkie są takie same. Chcą być zaskakiwane, zdobywane.
– Czyli?
– Czyli co?
– Co ja mam robić? – dopytywał hrabia.
– Och – westchnął Eugeniusz wywracając przy tym oczami – po prostu nie rezygnuj z kolacji. Przygotuj wszystko i po nią jedź.
– Mam ją przywieźć siłą?! – Paweł nie dowierzał, że przyjaciel proponuje takie rozwiązanie. Ów zaś uśmiechnął się tajemniczo.
– Myślę, że nie będzie się opierała.
Paweł chyba zaczynał rozumieć, bo w oczach zapaliły mu się iskierki.
Jeszcze tego samego dnia polecił kucharzowi przygotować na dzień następny wyśmienite dania.
Od rana niecierpliwie czekał. Męczyło go jednak to czekanie. Błąkał się po pałacu przeganiany z kuchni, do której zaglądał. Ubrał się więc elegancko i postanowił przed obiadem uraczyć swoją wybrankę jeszcze spacerem.
Olga nie spodziewała się odwiedzin swego wielbiciela. Może nie miał w zwyczaju składać jej wizyt o tak wczesnej porze. A może dziewczyna głowę miała bez reszty zaprzątniętą innymi sprawami, a konkretniej kimś innym – innym mężczyzną, z którym roześmiana i cała w skowronkach spacerowała po ogrodzie.
Hrabia dostrzegł ich z oddali. Przystanął za drzewem niepostrzeżony. Czuł, jak go krew zalewa a wściekłość przejmuje nad nim kontrolę. Reszta zdrowego rozsądku podpowiadała mu, że powinien jak najszybciej oddalić się, aby nikomu nie stała się krzywda. Zawrócił więc konia i pogalopował do pałacu. Tam dopiero dał upust swojej złości. Wparował do kuchni z okrzykiem:
– Z drogi! Nie ręczę za siebie!
Kucharzowi i kuchciki pochowali się po kątach. Ucierpiały naczynia, które hrabia, znany ze swojej porywczości, pozrzucał wymachując szablą. Nie był to pierwszy raz, aczkolwiek dawno nie widziano go aż tak wzburzonego.
– Pawłowi Aleksandrowiczowi się nie odmawia! – Na ziemię poleciała waza.
– Za kogo ona się uważa ?! – Do wazy dołączyło parę talerzy.
– Czy nie wie, z kim ma do czynienia? Co znaczy nazwisko Stroganow ?!
– A tego śmiałka znajdę i posiekam!
Groźba zabrzmiała złowieszczo, a pod szablę trafił kawał polędwicy wołowej, który zostać miał pyszną pieczenią.
– Ależ Jaśnie Wielmożny Panie, miałem przygotować wykwintny obiad – szef kuchni ośmielił się odezwać z nadzieją, że uratuje choć kawałek mięsa, zanim całość zamieni się w befsztyk tatarski.
– To dlaczego tak stoisz? Posiłek ma być podany o normalnej porze. Nie zamierzam głodować przez jakąś dziewkę.
Hrabia wyszedł trzaskając drzwiami.
Kucharz przysiadł na stołku załamując ręce. Nie przejmował się potłuczoną zastawą. Ubolewał nad posiekanym dorodnym kawałkiem mięsa najwyższej jakości. Za późno było na zakupy. Musiał poradzić sobie z tym, co pozostało.
Spojrzał na pokrojoną polędwicę. Rozejrzał się po kuchni szukając natchnienia. A chwilę później już wydawał polecenia, już noże błyskały siekając cebulę i pieczarki.
Wierzył w swoje zdolności kulinarne. Wszak posiadał referencje z niejednego dworu królewskiego.
Nie podałby na stół czegoś, co jego samego nie oczarowałoby smakiem.
Tym bardziej był zaskoczony, gdy hrabia wezwał go w czasie posiłku do siebie. Nawet z lekka się przestraszył.
„Czyżby nie dało się udobruchać jego Jaśnie Wściekłości ?” – rozważał.
Jak się okazało, obawy były zbyteczne. Hrabia Paweł zachwycony smakiem potrawy chciał wyrazić swoje uznanie.
– Co tam dziewczyna, jak nie ta to inna. Ale takiego szefa kuchni ze świecą szukać – powiedział wyraźnie zadowolony.

Przekazywany z ust do ust przepis rozprzestrzenił się po całym niemal świecie.A wraz z nim nazwisko porywczego hrabiego, na cześć którego (w końcu jakby nie patrzeć też miał swój wkład w przygotowanie) danie nazwano boeuf Stroganow.

Szabla

Fakty

Bibliografia