Do góry nogami, czyli tarta według sióstr Tatin

18 czerwca 2013 at 01:41

Hotel w Lamotte – Beuvron, położony naprzeciw dworca, bardzo dobrze prosperował nie tylko ze względu na doskonałą lokalizację, ale także dzięki właścicielkom – siostrom Tatin, które przejęły interes po ojcu. Starsza z nich, Stefania, była utalentowaną kucharką i podbijała serca klientów serwowanymi w restauracji hotelowej potrawami. Młodsza natomiast, Karolina, oczarowywała urodą i wdziękiem, z jakim przyjmowała w recepcji.

Każdego ranka można je było zastać przy kuchennym stole, gdzie kończąc śniadanie, zanim nie rozeszły się do swoich zajęć, omawiały najbliższe dni, pilne zakupy i inne bieżące sprawy. Tym razem nieco dłużej niż zwykle zatrzymała je przy stole kwestia gości, których spodziewały się w czwartkowe popołudnie. Mer miasta przyjmował tego dnia delegację ze stolicy departamentu Loir-et-Cher i zapowiedział, że zamierza przyprowadzić całe towarzystwo na obiad do hotelu. Należało więc podjąć takie osobistości wszystkim tym, co było najlepsze.

– Pozwól mi przygotować deser – zaproponowała Karolina.
– Oj, sama nie wiem…- Stefania nie ukrywała zaskoczenia –  Wiesz, jak się często kończą twoje poczynania w kuchni: brudne naczynia i żadnego efektu, bo zawsze dokądś ci się spieszy i trzeba dokańczać za ciebie.
– Teraz będzie inaczej, obiecuję. Proszę, proszę, proszę. Odciążę cię choć trochę.
– Stawiasz mnie w trudnej sytuacji. Zdajesz sobie sprawę przecież, że tym razem mamy bardzo ważnych gości – Stefania wydawała się nieugięta.
– Dlatego nie upieraj się. I tak będziesz miała mnóstwo na głowie. Proszę, proszę, tak ładnie cię proszę – Karolina spojrzała na starszą siostrę błagalnym wzrokiem.
– Dobrze, zgadzam się i mam nadzieję, że nie będę tej decyzji żałować- po chwili namysłu oświadczyła szefowa kuchni.
– Nie będziesz – zarzekała się Karolina – Podamy wyśmienitą tartę z jabłkami!

„Jakoś nie jestem spokojna, ale słowo się rzekło” – pomyślała Stefania zabierając się za przygotowywanie posiłków.

Nazajutrz Karolina wstała podekscytowana tym, że poda swoją tartę gościom, i to nie byle jakim. Aby znaleźć się poza kontrolującym spojrzeniem Stefanii, postanowiła, że pracować będzie w małej kuchni w ich prywatnym mieszkanku. Z pieczołowitą starannością przygotowała jabłka. Wysmarowała formę, zagniotła ciasto, włożyła je do lodówki i… stwierdziła, że skoro ciasto ma się schłodzić, ona może w tym czasie troszkę odpocząć.
„Ciasto i tak musi chwilkę poleżeć w lodówce. Nie muszę tu przecież siedzieć”  – pomyślała i pobiegła do hotelowego hallu. Jakże brakowało jej towarzystwa od rana!

– I jak tarta? – nieco później Stefania zajrzała do kuchni by zobaczyć, jak radzi sobie jej siostra i czy przypadkiem nie przypala ciasta. Ciasta nie było w piecu, nie było go też na stole. Zaczynała mieć złe przeczucia.
„Gdzie jest deser?” – zadawała sobie pytanie. W tym momencie zauważyła miskę pokrojonych jabłek a obok wysmarowaną masłem formę do pieczenia.
„No tak” – z nerwów aż się jej zakręciło w głowie. Rozsądek szybko jednak wziął górę nad emocjami. Zakasała rękawy i w mgnieniu oka dokończyła to, co rozpoczęła jej lekkomyślna siostra. Gderając przy tym pod nosem:
– Wiedziałam, że tak będzie. Dłużej niż godziny nie jest w stanie w kuchni wytrzymać. Księżniczka Solonge. Dlaczego dałam się namówić? Teraz wszystko szybko, szybko, na ostatnią chwilę. Dobrze, że mam ten przepis w małym palcu.

Nagle poczuła zapach jakby powideł jabłkowych czy smażonych jabłek. Zajrzała do pieca i złapała się za głowę – „Co mnie jeszcze dziś spotka?”.  Okazało się, że włożyła jabłka prosto do formy, zapominając o spodzie z ciasta.
– Podam deser choćby nawet zatrzęsła się ziemia- głośno wypowiedziane słowa zabrzmiały jak groźba skierowana do wszystkich niesfornych i złośliwych garnków, łyżek, piecyków czy tart.
Wyjęła z lodówki ciasto, rozwałkowała je na cieniutki placek i przykryła ciastem podpieczone już wcześniej jabłka.
„Nic lepszego w tej chwili nie wymyślę” – westchnęła. Po mniej więcej 30 minutach wyjęła deser z pieca i odwracając formę dnem do góry, wyłożyła ciasto na paterę.
„Wygląda normalnie, pachnie też całkiem smakowicie, zresztą nie mam już czasu” – pomyślała i zaniosła jeszcze ciepłe gościom hotelowym. Po drodze wymieniła spojrzenie z Karoliną, która dopiero widząc gotowy deser przypomniała sobie o porzuconym zajęciu.

Jak się można domyślać, przy tak zdolnej kucharce, jaką była Stefania, deser wszedł znakomity: idealnie krucha tarta i jabłka w otoczeniu karmelu, a wszystko rozpływające się w ustach. Do głowy nikomu by nie przyszło, że ciasto było pieczone w sposób tak daleki od tradycyjnego. Jakże więc byli zaskoczeni, gdy na pytanie o sposób przygotowywania jabłek z tak przepysznym karmelowym sosem, Stefania przyznała, że wypiekała ciasto do góry nogami.

– Mademoiselle Tatin, jest pani genialna! To trzeba opatentować- powiedział mer, nakładając sobie kolejny kawałek ciasta.

Tarta szybko stała się popisowym daniem hotelu.Obecnie serwowana jest w tysiącach restauracji na wszystkich kontynentach.

Fakty

Bibliografia