Dlaczego właśnie naleśnik?

26 września 2017 at 23:30

 Pochodzenie słowa naleśnik związane jest ze sposobem jego przygotowywania:
1) na kracie (ruszcie) – stąd wyrażenie „na lese”  (lasa  – krata, pręty do suszenia lnu)
2) na liściu – „na liste”
Dla porównania czeskie słowo nálesnik, czyli chleb pieczony na liściu i rosyjski nalistnik – placek pieczony na liściach kapusty, ciemierzycy lub na blasze.
Spotkać można również tezę, że słowo naleśnik pochodzi od połączenia słów maślanka i nalewać, ale
jakoś to do mnie nie przemawia.

  • Wzmiankę na temat wykorzystania liści kapusty do wypieków znajdziemy w powieści „Porwanie w Tiutiurlistanie”, gdzie jeden z głównych bohaterów wymienia przy ognisku „świeży chleb pieczony na liściach kapuścianych”.
  • Nie jest znana ani dokładna data, ani miejsce powstania pierwszych naleśników.
    Już w prehistorii jadano potrawy sporządzone z mleka, mąki i jajek, nazywane ogólnie „Alita Dolcia” ( łac. kolejna/inna słodycz). W zależności od proporcji składników zbliżone były mniej lub bardziej do dzisiejszych naleśników, gofrów, omletów czy sosów typu custard (krem angielski, budyń).
    Początków naleśników w wersji, jaką znamy dziś, należy doszukiwać się raczej w średniowieczu.
  • Włosi uważają, że wynalezione zostały we Florencji i stamtąd trafiły do Francji, a następnie całej Europy, razem z Katarzyną Medycejską, która poślubiła francuskiego króla i przeprowadzając się do Francji zabrała ze sobą przepis na naleśniki.
    Okrągłe cienkie placki wypiekane były w czasach Imperium Rzymskiego. Nazywano je placenta i zastępowały chleb.
  • Niektóre źródła za ojczyznę naleśników podają Chiny. Placki z ciasta ryżowego najpierw znane były na Bliskim Wschodzie, w drugiej kolejności zaś przywędrowały do Europy.
  • Przepis na naleśniki można znaleźć w najstarszej polskiej książce kucharskiej „Compendium ferculorum” Stanisława Czernieckiego z 1682 roku
  • Naleśniki podawane są na całym świecie. Choć podstawa jest zawsze taka sama – jajka, mąką i mleko lub woda, można by powtórzyć za powiedzeniem: co kraj to obyczaj.
  • Zbliżone do tego co rozumiemy pod pojęciem naleśnik są z pewnością francuskie crêpes, włoskie crespelles czy skandynawskie placki: norweskie pannekake, szwedzkie pannkaka. Podaje się je z cukrem, konfiturami, lodami czy bitą śmietaną. We Francji do spulchnienia czasem dodawany jest cydr lub piwo.
  • Wszystkim znane są, za sprawą telewizji, amerykańskie pancakes, układane w stosik i polewane syropem klonowym. Jednak pancakes to nie do końca to samo, co nasz płaski naleśnik. Są mniejsze, o średnicy ok. 12 cm, i grubsze, do 1cm, ponieważ przygotowywane są z dodatkiem proszku do pieczenia.
  • W języku angielskim placki duże i cienkie nazywane są crepes lub crêpes, z języka francuskiego. Można spotkać również określenie French pancakes.
  • Kto miał okazję spróbować naleśników w Holandii, czyli pannekoeken, wie, że są one bardzo duże. W naleśnikarni w Amsterdamie króluje boczek i nietypowe, jak na nasze zwyczaje, połączenia, np.: boczek i rodzynki, boczek i banany, przy czym jest równie dużo propozycji na słodko jak i słono. Zapraszam do zapoznania się z menu – burczenie w brzuchu gwarantowane 😉
  • Holenderskie naleśniki, jak amerykańskie pancakes, zawierają proszek do pieczenia, rosyjskie bliny swoją puszystość zawdzięczają drożdżom. Co jeszcze wyróżnia te placki pochodzące zza wschodniej granicy to mąka, zazwyczaj gryczano-pszenna lub gryczano- żytnia. Podawane są ze śmietaną.
  • Austria uraczy nas Palatschinken z nadzieniem morelowym, czekoladowym lub orzechowym. Na Węgrzech natomiast zjemy palacsinta. Obie nazwy pochodzą od łacińskiego placenta, co znaczy placek.
  • Spośród nietypowych naleśników warto wymienić szwedzkie plättar, które są na tyle małe, że zmieści się ich kilkanaście na jednej patelni. Pochodzące z kuchni egipskiej katief wymagają nieco dłuższego czasu przygotowywania, ponieważ najpierw naleśniki smaży się tylko z jednej strony. Na wystudzone nakładany jest farsz, następnie brzegi sklejane są wodą i tak przygotowane placki ponownie smaży się w głębokim oleju. Na sam koniec katief zamaczane są w syropie, który nadaje im wyjątkowy słodki smak. Indyjskie dosa przygotowywane są z mąki ryżowej i soczewicy. Składniki te, wymieszane z wodą i pozostawiane są na noc fermentują, co nadaje hinduskim naleśnikom specyficzny smak.
  • Japońskie dorayaki swoją nazwę zawdzięczają prawdopodobnie podobieństwu, jakie dostrzeżono między kształtem naleśników a gongiem ( dora). Składają się one z dwóch okrągłych placków i słodkiej pasty z czerwonej fasoli pomiędzy nimi.
  • W krajach anglojęzycznych naleśniki mają swój dzień, obchodzony we wtorek przed Środą Popielcową, czyli Shrove Tuesday, nazywane często po prostu Pancakes Tuesday. We Francji tradycyjnie serwowane są w święto Matki Boskiej Gromnicznej i Ostatki, aby celebrować odnowienie, życie rodzinne, z nadzieją na szczęscie, dobrobyt i sprzyjający los w przyszłości. We Francji istnieje zwyczaj trzymania monety w dłoni i wypowiadania życzenia podczas przewracania naleśnika.

Bibliografia

Złoto, kadzidło, mirra i … fasola

13 stycznia 2017 at 12:44

 

Wyobraź sobie, że otwierasz pudełko a tam złociste błyszczące ciasto misternie zdobione naciętymi wzorami. Jeszcze ciepłe. Kusi zapachem. Nic, tylko porwać jeden z kawałków i oddać się przyjemności. Z wierzchu chrupiące, delikatne ciasto francuskie. Wnętrze wypełnione słodką kremową masą migdałową. A w jednym z kawałków przyczaiła się niespodzianka. Dawniej było to ziarenko bobu lub maleńkie porcelanowe Dzieciątko Jezus. Dziś cukiernie prześcigają się w wymyślaniu oryginalnych figurek. Podobno można uzbierać całe kolekcje. Kto będzie miał szczęście i trafi na ukryty drobiazg, zostaje ogłoszony królem i przyozdobiony papierową koroną dołączoną do pudełka z wypiekiem.

Inwazja Manneles

6 grudnia 2014 at 23:04

DSC00445+++

Nie obawiaj się, jeśli będąc w Alzacji pewnego grudniowego dnia poczujesz na sobie spojrzenia setek maleńkich oczu. Większość tych oczu wykonana jest z rodzynek lub czekolady. To drożdżowe lale przybywają, by świętować Saint-Nicolas czyli dzień Świętego Mikołaja.

Słupski nieznajomy

13 kwietnia 2014 at 23:00

Choć w 2015 roku skończę 90 lat, nieskromnie powiem, że nie straciłem nic z młodzieńczego uroku i energii. Nadal z tym samym wigorem wyruszam na wyprawy poza mury rodzinnego miasta. Niezmiennie towarzyszy mi czerwony beret, laska i ulubiony pleśniowy ser, na wypadek głodu.

Trudne początki przyjaźni

14 lutego 2014 at 23:00

Ziemniaki i mięsko – to spośród odpowiedzi na pytanie „co będzie dziś na obiad” ta, która pada najczęściej, nie tylko wśród przedszkolaków 😉 I choć obecnie ziemniaków uprawia się mniej, a na naszych stołach częściej niż kiedyś ustępują one miejsca kaszom, ryżom lub makaronom, to przeciętny Polak zjada rocznie ok.110 kg ziemniaków. Trudno nam wyobrazić sobie bez nich kuchnię. Ich całoroczna obecność na półkach sklepowych, straganach, w piwniczkach czy spiżarniach jest tak oczywista, jakby były z nami od zawsze albo przynajmniej tak długo jak chleb.

Targ jak z bajki

11 lutego 2014 at 23:00

Jest takie miejsce, gdzie można poczuć się trochę jak w bajce. Gdyby przymrużyć oczy i nie widzieć turystów, byłoby jeszcze bardziej bajkowo.

Jest takie miejsce, gdzie od rana biegają ubrani na biało mężczyźni w słomianych kapeluszach z różnokolorowymi wstążkami. Obok panów w bieli krzątają się jeszcze tacy w czarnych spodniach i niebieskich bądź płowych koszulach. A dowodzi nimi kaasvater w pomarańczowym kapeluszu dzierżący dumnie w dłoni czarną laskę ze srebrnym wykończeniem. Niektórzy już się domyślają, że chodzi o coś związanego z serem, gdyż kaas to po holendersku właśnie ser.

Co łączy Purple Haze z Deep Purple?

31 stycznia 2014 at 23:00

Na pewno wspólna półka ze zbiorem płyt niejednego wielbiciela mocniejszego uderzenia czy gitarowego grania. Co jeszcze? Na pierwszy rzut oka widać, że słowo purple występuje w obydwu nazwach. W ten sposób jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki, ponieważ dotyczy ona bardziej koloru niż dźwięków i gustów muzycznych. Jestem niemalże w 100% pewna, że nikt prawidłowo nie odpowie na tytułowe pytanie. Dlaczego? Ponieważ zakładam, że mało kto słyszał o czarnej marchwi, a nawet jeśli słyszał, to pewnie nie wie, że jej odmiany uprawne to właśnie Purple Haze i Deep Purple. Czym zatem jest to tajemnicze warzywo? Nazwa czarna marchew w połączeniu z przebojem Jimiego Hendrixa i pionierami hard rocka i heavy metalu może nasunąć bardzo różne skojarzenia 😉

A to tylko marchew, w dodatku nawet nie GMO.
Jest mało znana, ponieważ zwykła ukrywać się za plecami innych produktów, jako skromny dodatek. Na czarną marchew trafiłam jedząc ciastka z nadzieniem malinowym. To ona odpowiedzialna była za kolor malinowy i tuszowała brak wystarczającej ilości owoców.
Czarną marchew, a właściwie koncentrat soku z czarnej marchwi, można spotkać w dżemach, jogurtach, lodach, deserach, cukierkach, napojach bezalkoholowych, tabletkach… czyli wszędzie tam, gdzie pożądany kolor od czerwonego po fioletowy.

Kiedyś to ona wiodła prym. Czarna (także purpurowa) marchew znana była w X w. na Środkowym Wschodzie, w Indiach i Europie, dokąd trafiła prawdopodobnie już w VIII w. za sprawą Maurów. Dziko rosnący przodek marchwi pochodzi z Azji (historyczne źródła wskazują na Afganistan, Iran, Irak oraz Azję Mniejszą). Początkowo zarówno on jak i pierwsze udomowione odmiany stosowane były jako zioło czy przyprawa – od czasów starożytnych uprawiano marchew nie dla korzeni, lecz nasion i liści. Przez wieki marchew była udoskonalana, skutkiem czego zmieniła się z małego, cienkiego, twardego, gorzkawego i łykowatego korzenia w duży, słodki, okazały i bardziej smaczny.

Do XVII.w. marchew była  czarna. Spotkać też można wzmianki o czerwonej i żółtej.
Pomarańczowa odmiana pojawiła się dopiero w XVIIw. w Holandii, jako efekt intensywnych prac holenderskich hodowców. Istnieje legenda, że ta odmiana została wyhodowana by uczcić Wilhelma Orańskiego, bohatera narodowego Holandii, i dzięki powiązaniu z uwielbianym władcą zyskała swoją popularność. Bardziej prawdopodobnym jednak jest to, że do sukcesu pomarańczowej marchwi przyczynił się jej bardziej słodki smak i ładniejszy wygląd, w porównaniu z ciemniejszą siostrą, którą wyparła całkowicie. Dziś żyjemy przekonani, że marchewki są pomarańczowe.

Tymczasem czarna marchew powraca. Przede wszystkim jako barwnik, zajmując miejsce koszenili w tych krajach, w których jej stosowanie jest zabronione czy w produktach wegetariańskich. Zawiera dużo antocyjanów, czyli naturalnych substancji barwiących , których kolory różnią się w zależności od pH od czerwonego koloru po fioletowy.
Czarna marchew bogatsza jest niż pomarańczowa odmiana w β-karoten i luteinę, przeciwutleniacze, ma także właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, antywirusowe.
Coraz więcej pojawia się przepisów , coraz częściej można taką marchew w postaci surowej kupić.

Czarna marchew…Black Carrot…mimo wszystko nadal brzmi to tak abstrakcyjnie, że wręcz idealnie nadaje się na nazwę kapeli. Sprawdziłam. Oczywiście jest taki zespół 😉
A zainteresowanych marchewkami odsyłam na stronę World Carrot Museum.

Bibliografia

Jego wysokość król Brie

27 stycznia 2014 at 23:00

Jak wyczytać można na anglo- czy francuskojęzycznych stronach poświęconych serom
[…] bogactwo tego sera podkreślają słodkie i maślane grzyby lub trufle i migdały. Ser ten komponuje się idealnie z Szampanem, czerwonym Bordeaux czy Bourgogne.” Iście królewskie towarzystwo 😉
Królewskie, bo mowa o królu serów, czyli Brie.

Brie ów zaszczytny tytuł uzyskał na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. Choć było to wydarzenie polityczne, liczne bale i przyjęcia sprawiły, że przyjęło się mówić „tańczący kongres”. Podczas jednego z bankietów, francuski minister spraw zagranicznych, książę Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord ogłosił Brie „Le Roi des fromages” twierdząc, że nie ma sobie równych. Koronacja ta spotkała się ze sprzeciwem ze strony austriackiego kanclerza – księcia Klemensa Lothara von Metternich’a, który za najlepszy uznawał niebieski ser z Bawarii – Bavarian Blue. Zatem na ostatnim przyjęciu zorganizowana została degustacja pięćdziesięciu dwóch regionalnych serów, które reprezentowały przedstawicieli różnych państw, obecnych na Kongresie. Na koniec serowych zawodów sam książę Metternich ogłosił Brie księciem serów i pierwszym spośród deserów („ Prince des fromages et premier des desserts „).

Patrząc na historię sera Brie, można dojść do wniosku, że zawsze była mu pisana korona.
Mało kto pewnie zdaje sobie sprawę, że pochodzi on już z VIII wieku. Spośród kilku odmian tego sera : Brie de Montreau, Brie de Melun, Brie de Nangis, Brie nor, Brie fermier, Brie de Meux… ostatni jest najstarszym.
Ser Brie nazwę swoją zawdzięcza historycznemu regionowi Brie (mniej więcej odpowiadał on dzisiejszemu departamentowi Seine-et-Marne (Sekwana i Marna)),  natomiast sam Brie de Meaux- miastu Meaux. Kroniki z czasów Karola Wielkiego podają, że władca miał okazję skosztować Brie w roku 774 i w rezultacie zamówił dostawę dwóch wozów sera każdego roku do Aachen.
Tak bardzo zżył się z dworem królewskim, że zwykło się mówić o nim ser królów czy królewski (King’s cheese, fromage royal). Filip II August (panujący w latach 1180-1223) częstował serem damy na swoim dworze.
Ostatnim życzeniem Ludwika XVI przed egzekucją było podobno zjedzenie Brie. Ta sama rewolucja, która przyniosła śmierć Ludwikowi XVI, zmieniła przydomek sera na „Le Roi des Fromages” czyli król serów.

Zatem książę Talleyrand  wysuwając kandydaturę Brie do miana najlepszego sera  nie tylko kierował się własnym podniebieniem, ale świadomy był poparcia ze strony tysięcy Francuzów i ich wieloletniej miłości do Brie.

Niestety tylko Brie de Meux i Brie de Melun są objęte apelacją  AOC (od 1980r.) , a co za tym idzie, ich produkcja związana jest z  przestrzeganiem ściśle określonych zasad.

Dlaczego niestety? Ponieważ nie wszystkie sery dumnie noszące nazwę Brie, zdołałyby unieść królewską koronę….

Bibliografia

8 koni ciągnie wóz. Ile waży ciasto na wozie?

16 stycznia 2014 at 23:00

Kilka powieści J.I. Kraszewskiego osadzonych w czasie panowania w Polsce władców z dynastii Wettinów + rzut okiem na portret króla Augusta autorstwa Jana Matejki i dla mnie August Mocny pozostanie wielkim, silnym ( w końcu łamał podkowy) obżartuchem i rozpustnikiem chyba już na zawsze. I choć wiele pozytywnych dokonań można przypisać temu władcy, a czasy saskie zostały w jakimś stopniu zrehabilitowane, to obraz w mojej głowie trwa w stanie niezmienionym (jak to się mawia: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”). Odświeżają go historie takie, jak ta.

Moda na tablety

6 stycznia 2014 at 23:00

zatem u nas też tablet, tyle że made in Scotland 😉

Parafrazując jednego ze związanych ze Szkocją blogerów : Daj go swoim przyjaciołom – nawet jeśli nie byli oni twoimi przyjaciółmi dotychczas, teraz staną się nimi na pewno.
Jeśli ktoś myśli, że znajdzie tu instrukcję, jak w cudowny sposób stać się posiadaczem tylu tabletów, by bez wahania można było nimi obdarować znajomych, niestety się rozczaruje.
Bynajmniej nie chodzi o rozdawanie komputerów, a bohatera tego wpisu poza nazwą, nic nie łączy z popularnym urządzeniem przenośnym (chyba że ktoś zajada się tabletem przy tablecie 😉 )

Tablet to Szkocki przysmak, przypominający w smaku krówki czy amerykański fudge, jednak bardziej twardy i kruchy. Bardzo słodki smakołyk, początkowo otrzymywany był z cukru i śmietany. Ponieważ taka mikstura łatwo ulega przypaleniu podczas podgrzewania, z czasem zastąpiono śmietanę mlekiem kondensowanym i masłem. Spotkać można również tablety z dodatkiem aromatu waniliowego, pomarańczowego czy imbirowego.
Wszystkie składniki podgrzewa się i gotuje bardzo ostrożnie do uzyskania jednolitej masy, a następnie wylewa do dużej, płaskiej formy (blaszki) i odstawia na jakiś czas, pozwalając by cukier skrystalizował. Gdy masa całkowicie stężeje i ostygnie, można ją pokroić na małe kostki.

Dlaczego tablet?
Najstarsza drukowana wzmianka wg Oxford English Dictionary pochodzi z 1736 r.
Ten sam słownik sugeruje, że nazwa mogła zostać zapożyczona spośród terminów medycznych, gdyż od połowy XVI w. nazywano tak ( tablet, tablett, tablette, tabelet, tabillet, tabletce) lekarstwa w formie małych dysków lub rombów.

Dla nas żyjących pośród tabletów bardziej naturalne będzie zapewne skojarzenie nazwy deseru z tym, jak wygląda on w czasie przygotowywanie, a dokładnie w momencie, gdy stygnie i krystalizuje na płaskiej powierzchni. Nie jest to błąd, ponieważ inne znaczenia słowa tablet, poza wspomnianym powyżej, to: tabliczka, mała płyta, płaski kawałek drewna pokrytego woskiem i służący do pisania i malowania.

Aby uraczyć przyjaciół szkockim deserem i sprawić im przyjemność, nie potrzeba ani wiele czasu, ani pieniędzy. Chcąc uszczęśliwić bliskich słodkim tabletem warto jednak zwrócić uwagę, czy ktoś przypadkiem nie jest na poświątecznej diecie 😉

Bibliografia