Hrabia szatkuje, kucharz ratuje

31 maja 2017 at 23:07

Pawła znalazł w ogrodzie. Widząc zasępione oblicze przyjaciela, Eugeniusz przyjął pozę wesołka i żartownisia. Zazwyczaj taka taktyka się sprawdzała.
– Czyżby jakaś niewiasta nie doceniła przymiotów Pawła Aleksandrowicza wspaniałego? Jeśli tak, to musi być ślepa, więc cóż ci po niej – zagaił wesoło.
– Nie drwij ze mnie – syknął ów Paweł wspaniały. Tym razem słowa nie wywołały uśmiechu. „Oj, czyżby jakaś grubsza sprawa” – pomyślał Eugeniusz.
– Jakże bym śmiał drwić – dorzucił nadal w żartobliwym tonie i skłonił się nisko.

Jak się buntowało jajko, że pisane mu być pisanką *

15 kwietnia 2017 at 18:10

W małym domku od kilku dni trwały przygotowania do świąt Wielkiejnocy. Ze świadomością, że prawie wszystko zostało już zrobione, domownicy spali smacznie i długo. Nie zdawali sobie sprawy, że w tym samym czasie na jednej z półek w spiżarni trwały pertraktacje dotyczące zawartości tegorocznego koszyka wielkanocnego. Jeśli ktoś wytężyłby słuch, może usłyszałby rozmowę.

Mysz to czy nie mysz?

7 stycznia 2017 at 22:30

Gdy mama weszła do kuchni pierwszą rzeczą, która przyszła jej do głowy, była mysz. Nie potrafiła zdecydować, czy krzyczeć z powodu grasującego w kuchni gryzonia czy usiąść i rozpaczać nad zmarnowanym ciastem.

No bo skąd w mieszkaniu wzięłaby się mysz? Chyba nie jest często spotykanym lokatorem w bloku. Mama szukała w pamięci, czy ktoś z sąsiadów żalił się na towarzystwo myszy. Karaluchy owszem, ale mysz? Och! A może to jakiś inny zwierz? Wspiął się po balkonach, wdrapał przez uchylone drzwi, schował gdzieś w kącie i czekał. Pod osłoną nocy, gdy wszyscy domownicy smacznie spali, wyszedł z ukrycia i wytropił ciasto. Placek był w opłakanym stanie. Cały pokruszony. Co kawałek dziury jakby ktoś łapkami przekopał całą zawartość foremki. Może to zatem była jakaś kuna albo łasica? Mama bała się podejść do ciasta. Może jeszcze tam grasuje ten zwierz. Przyczaił się. Albo śpi. Jej podejście może go zbudzić. A wówczas na pewno w popłochu rzuci się na nią. Nie, nie ma odwagi, by podejść bliżej i przekonać się, co też tam siedzieć może. Zrobiła to, co w danej chwili wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Poszła po tatę.

Uśmiech na patyku

1 czerwca 2016 at 12:32

lizaki lollipop

Ten pierwszy raz to był po prostu pierwszy raz. Nikt go nie uprzedził, że rezolutny 3-latek może sobie nie poradzić z landrynką. Matthew tak prosił, tak się przymilał… Potem okropnie kaszlał i dusił się, a Danny obiecał sobie, że już nigdy nie poczęstuje go cukierkiem.
Później był ten drugi raz. Do końca życia nie zapomni pełnego wyrzutów spojrzenia siostry. Czy ona była bardziej wściekła na niego czy on sam na siebie? Brrr…Mroziło go to wspomnienie. Dał się podejść maluchowi.

Tym razem będzie inaczej. Będzie jak skała, nie poruszy go żadne „Wujkuuu, proszę…” mówione tym słodkim głosikiem. 

O rybaku i żółtym serze

6 stycznia 2015 at 23:00

Fakty

Na tarasie pojawiło się kilku mężczyzn. Po obfitym obiedzie wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza i porozmawiać o męskich sprawach, paniom pozostawiając do dyspozycji salonik. Niewielki dom, położony w pobliżu plaży wybudowany został przez dziadka Westlanda. Obecnie zamieszkiwał go Gerrit z rodziną i to jego urodziny świętowano. Spotkanie rodzinne trwało w najlepsze…

Skarby z jaskini

17 września 2014 at 23:00

SONY DSC

 

Fakty

Słońce jeszcze wisiało na wysokości koron drzew. Błękitne niebo zapowiadało słoneczny i bardzo ciepły dzień, jednak o tej porze było jeszcze dość chłodno i rosa nie miała sposobności by wyparować. Dlatego po kilkuset metrach wędrówki wśród traw Gilbert zatrzymał się, by podwinąć nogawki spodni, które i tak zdążyły napić się sporej ilości wody. Buty niestety też.
„Buty wysuszę na kamieniach, gdy już zrobi się ciepło. Spodni przecież nie zdejmę” – pomyślał chłopak.
Po chwili żwawo ruszył przed siebie niesiony jak na skrzydłach zaplanowanym spotkaniem.
Tym razem szedł sam, bez towarzyszącego mu zazwyczaj stada. Pokonywał więc znajomą trasę znacznie szybciej niż zwykle. Nawet, gdy zrobiło się bardziej stromo, nie zwalniał- tak bardzo cieszył się na spotkanie. Nie widział Bernarda od roku a kiedyś przecież byli nierozłączni. Na dodatek chciał mu pokazać swój mały skarb…

Ziemniaka podróże małe i duże

8 marca 2014 at 23:00

Słońce unosiło się coraz wyżej i coraz mocniej dawało we znaki załodze, która w pośpiechu ładowała na karakę ostatnie skrzynie. Tymczasem pod pokładem…
– Nie chcesz popatrzeć? Przy oknie starczy miejsca dla nas dwóch – proponował Taten.
– Zaczynam wątpić, czy to był dobry pomysł, by pchać się na ten wózek – odpowiedział zaniepokojony Gromper. – Przywieźli nas na jakiś statek, wsadzili do ciemnego, zatłoczonego pomieszczenia…
– A co myślałeś? Że zawiozą nas wózkiem na lepiej nasłonecznioną stronę wzgórza? Przecież proponując ci podróż nie miałem na myśli przejażdżki po okolicy, lecz prawdziwą wyprawę w dalekie, nieznane…- rozmarzył się spragniony przygód bohater.
-Ale mi tu było całkiem dobrze. Może jeszcze wrócę – Gromper zapalił się do tej myśli i niezwłocznie podjął próbę wyswobodzenia się.

Wszystkie drogi prowadzą do Goudy

4 lutego 2014 at 23:00

SONY DSC

– Dla nas nie odkładaj chleba. Tym razem chyba nie wrócimy przed zmierzchem – powiedział Daan widząc, że żona zabiera się za przygotowywanie posiłków na kolejny dzień.
Mężczyzna od dłuższej chwili trwał zamyślony nad kubkiem z resztką mleka. Ciężko mu było wstać od stołu, gdyż miał przed sobą perspektywę kolejnego baaardzo długiego dnia, który przyjdzie mu spędzić w podróży i na targu.
Fenna odwróciła się w stronę męża.
– A dlaczego? – spytała. – Czyżby przenieśli targ do innego miasta? Znów jakaś gildia opłaciła urzędników i uzyskała wyłączność…
– Przecież dobrze wiesz, że to tak nie wygląda- przerwał jej w pół zdania Daan. – Miasto otrzymuje przywileje, jeśli na nie zasłuży. A poza tym musi być jakiś porządek. Jakie byłyby ceny, gdyby każdy sprzedawał swoje wyroby gdzie chce i bez konkurencji.
– Nie podoba mi się to, że jeździcie coraz dalej. Czy tu w okolicy już nikt nie trudni się wyrobem serów?
– Mógłbym jeździć nawet do Alkmaar, byle tylko za każdym razem sprzedać wszystkie sery.
– Gdyby udało się sprzedać wszystkie sery po dobrej cenie, to mógłbyś sobie jeździć i do Amsterdamu, bo stać by nas było na zatrudnienie pomocnika.
– Wiem, wiem – zasmucił się Daan.
„Wówczas wysyłałbym na targ kogoś innego” – pomyślał. Akurat tego najbardziej nie lubił robić.

Brownies- dzieło skrzatów czy przypadku?

21 stycznia 2014 at 23:00

Nagle gwałtownie otworzyły się drzwi i do kuchni wpadła dwójka szkrabów, ledwie głowami sięgających ponad blat stołu. Z nimi podążała nieco starsza dziewczynka. Z jej miny i gestów można było wyczytać, że miała sprawować pieczę nad brzdącami, które niestety wymknęły się spod jej kontroli. Podobieństwo i zaledwie kilkuletnia różnica wieku kazały sądzić, że jest starszą siostrą urwisów, nie zaś wykwalifikowaną opiekunką. I stąd może całe to zamieszanie.
– Stójcie, wracamy do bawialni! – zdenerwowana Wendy próbowała złapać chociażby jednego malucha.
Niestety, 5 –letnia Zuzia i 7-letni Harry byli szybsi i zwinniejsi od 13-letniej siostry. Na dodatek nic sobie nie robili z jej próśb i gróźb. Biegali wokół stołu i szafek, szczerze ubawieni całą sytuacją.
Wendy natomiast z minuty na minutę była coraz bardziej przerażona, gdyż co rusz dostrzegała nowe zagrożenia czyhające w kuchni na niesforne rodzeństwo. Ostre kanty szafek, twardy blat, dziesiątki nóg od krzeseł, o które w każdej chwili można się potknąć, słoiki ustawione na półkach regaliku, które w każdej chwili można strącić, czy jajka pozostawione w koszu obok lodówki.
„Dlaczego mama je tu zostawiła?” – pomyślała i wtedy zauważyła blaszkę z czekoladowym ciastem upieczonym przez mamę i odstawionym zapewne do wystudzenia.

Byle tylko w czekoladzie, to każdej chorobie zaradzi

9 stycznia 2014 at 23:00

Bruksela0021aaa

– Dziadku, nie jestem w stanie tego połknąć. Naprawdę się staram, ale usta same jakoś tak zamykają się, gdy zbliża się do nich pastylka – 10-letni chłopiec oparty na stosie poduszek próbował z miną osoby strasznie cierpiącej wykręcić się od zażycia lekarstwa. – Takie silne i uparte są moje zęby, że nie mogę nimi ruszyć, popatrz – dodał i wyszczerzył mocno zaciśnięte szczęki.
Jean spojrzał z czułością na wnuka.
– A co powiesz na tę?– zapytał podając na dłoni coś połyskującego, co nie przypominało żadnych spotykanych dotychczas przez chłopaka tabletek.
– Spróbuj, jest smaczna – dodał starszy pan na zachętę, widząc niepewność w oczach swego potomka, Jeana Juniora.
– Dziadku, nie nabierasz mnie? – podejrzliwie, aczkolwiek z figlarnym błyskiem w oku, dopytywał malec. – Mama pewnie kazała tobie jakoś mnie podejść, bym połknął leki.
Mały Jean, który po swoim dziadku poza imieniem nie odziedziczył ani fascynacji odkrywaniem nowych rzeczy, ani zamiłowania do podejmowania wyzwań, chwilę jeszcze się wahał. W końcu, widząc, że dziadek nie ustąpi, z grymasem bólu na twarzy włożył pastylkę do ust.