Do góry nogami, czyli tarta według sióstr Tatin

18 czerwca 2013 at 01:41

Hotel w Lamotte – Beuvron, położony naprzeciw dworca, bardzo dobrze prosperował nie tylko ze względu na doskonałą lokalizację, ale także dzięki właścicielkom – siostrom Tatin, które przejęły interes po ojcu. Starsza z nich, Stefania, była utalentowaną kucharką i podbijała serca klientów serwowanymi w restauracji hotelowej potrawami. Młodsza natomiast, Karolina, oczarowywała urodą i wdziękiem, z jakim przyjmowała w recepcji.

Każdego ranka można je było zastać przy kuchennym stole, gdzie kończąc śniadanie, zanim nie rozeszły się do swoich zajęć, omawiały najbliższe dni, pilne zakupy i inne bieżące sprawy. Tym razem nieco dłużej niż zwykle zatrzymała je przy stole kwestia gości, których spodziewały się w czwartkowe popołudnie. Mer miasta przyjmował tego dnia delegację ze stolicy departamentu Loir-et-Cher i zapowiedział, że zamierza przyprowadzić całe towarzystwo na obiad do hotelu. Należało więc podjąć takie osobistości wszystkim tym, co było najlepsze.

Gdy piekarz nie patrzy, chleb…rośnie

10 czerwca 2013 at 23:26

Działo się to w dalekim Egipcie, dawno, bardzo dawno temu…

Młody chłopak, wyjątkowo chudy i wysoki, jak na swój wiek, krzątał się w piekarni od samego rana.

– Mam nadzieję, że roztarłem wystarczającą ilość ziaren i nie zabraknie mi mąki. Jeszcze garść, albo dwie, tak by ciasto nie kleiło się do palców, i zagniatamy – powiedział do siebie pod nosem.

Karim, bo tak mu było na imię, starannie odmierzył kolejną porcję mąki i zabrał się do wyrabiania ciasta na chleb. Robił to nie pierwszy raz, gdyż kształcił się u ojca na piekarza. Ten raz był jednak wyjątkowy. Ojciec przyjmował krewnych swojej matki i zaufał chłopakowi na tyle, by powierzyć mu przygotowanie pieczywa dla gości. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, nasz bohater starał się jak mógł, jednak myśli uciekały gdzieś do krainy marzeń.

Ziarno zdrowia. Historia chleba graham.

8 czerwca 2013 at 01:10

Chleb z mąki pszennej z całego ziarna

Choć poranek był słoneczny, co zachęcało do wczesnego wstania, pastor Graham zszedł na śniadanie spóźniony. Na dodatek najwyraźniej nie miał apetytu, bo nie zwrócił uwagi ani na chrupiące bułeczki, ani na świeże owoce, ani na parującą jajecznicę, czym bardzo zmartwił swoją żonę. Sączył kawę i wyglądał na bardzo zafrasowanego.

– Czy źle się czujesz? – zapytała żona.

– Nie, tylko źle spałem. A właściwie nie spałem – odpowiedział pan Sylwester.

– To może odpocznij jeszcze. Pacjenci pewnie już na ciebie czekają, ale będą musieli zrozumieć. Niewyspany i głodny. Czy ty w ogóle będziesz w stanie pracować? – zamartwiała się pani Graham.

– Nic mi nie jest. Nie jestem chory. Dopiję kawę i uciekam.

Tak też uczynił.

Wyszedł pospiesznie z domu i udał się w stronę centrum miasta, gdzie mieścił się jego gabinet. Nie chciał być nękany przez interesantów przez całą dobę stąd pomysł, by oddzielić gabinet od prywatnego mieszkania. Stało się to także okazją do spacerów, które bardzo lubił i które były najlepszym czasem na przemyślenia. I tym razem intensywnie rozmyślał.

„Ach ci moi parafianie. Skarżą się na problemy ze zdrowiem, złe samopoczucie, bóle brzucha… Na wszystko chcieliby tabletki. A tak przecież nie można. Jak mam im skutecznie pomagać, skoro nie słuchają moich porad i nic nie chcą zmieniać. A jestem przekonany, że dieta i tryb życia mają ogromne znaczenie. Cóż jeszcze mogę wymyślić? Jak znaleźć prosty sposób, który trafiłby do tłumów?  Jak ich podejść?”  – te pytania spędzały mu sen z powiek.