Byle tylko w czekoladzie, to każdej chorobie zaradzi

9 stycznia 2014 at 23:00

Bruksela0021aaa

– Dziadku, nie jestem w stanie tego połknąć. Naprawdę się staram, ale usta same jakoś tak zamykają się, gdy zbliża się do nich pastylka – 10-letni chłopiec oparty na stosie poduszek próbował z miną osoby strasznie cierpiącej wykręcić się od zażycia lekarstwa. – Takie silne i uparte są moje zęby, że nie mogę nimi ruszyć, popatrz – dodał i wyszczerzył mocno zaciśnięte szczęki.
Jean spojrzał z czułością na wnuka.
– A co powiesz na tę?– zapytał podając na dłoni coś połyskującego, co nie przypominało żadnych spotykanych dotychczas przez chłopaka tabletek.
– Spróbuj, jest smaczna – dodał starszy pan na zachętę, widząc niepewność w oczach swego potomka, Jeana Juniora.
– Dziadku, nie nabierasz mnie? – podejrzliwie, aczkolwiek z figlarnym błyskiem w oku, dopytywał malec. – Mama pewnie kazała tobie jakoś mnie podejść, bym połknął leki.
Mały Jean, który po swoim dziadku poza imieniem nie odziedziczył ani fascynacji odkrywaniem nowych rzeczy, ani zamiłowania do podejmowania wyzwań, chwilę jeszcze się wahał. W końcu, widząc, że dziadek nie ustąpi, z grymasem bólu na twarzy włożył pastylkę do ust.

Szlechetna pleśń, szlachetny smak

15 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Choć w marcu dni stają się coraz dłuższe i słońce coraz mocniej ogrzewa spragnioną ciepła ziemię, pogoda lubi płatać figle, a zima przypominać jeszcze o sobie i zaskakiwać w najmniej dogodnym dla wszystkich momencie.
Tak też było i tego dnia. Chłopi zaplanowali zajęcia na słoneczne popołudnie, a tymczasem zerwał się silny wiatr, który gdzieś znad Morza Północnego przyniósł ciężkie chmury. Kto tylko miał bydło na pastwisku, widząc czarne niebo, odkładał pracę i spieszył, by sprowadzić zwierzęta do obory. Marie tak jak inni pospiesznie zaganiała swoje krowy. Hodowla i produkcja serów była jej głównym zajęciem, poza warzywnikiem koło domu i maleńkim sadem. Od kiedy jednak mąż najął się do pomocy w gospodarstwie oddalonym o parę kilometrów i znikał czasem na całe dni, na jej barkach spoczęła większość obowiązków domowych. Zmęczona częściej niż zwykle siadała z książką  czy tamborkiem, próbując uporać się w ten sposób z monotonią i trudami dnia codziennego. Widząc nadciągającą burzę, z żalem odłożyła lekturę i wróciła do niej niezwłocznie po zamknięciu krów w oborze.

Migdały w cukrze skąpane

3 listopada 2013 at 23:00

SONY DSC

Życie w rezydencji płynie dość spokojnie. Na tyle spokojnie, że najmłodsi jej mieszkańcy mogą na własną rękę szukać wrażeń, by trochę to życie ubogacić. Mali Antoine i Lucas cieszyli się w zasadzie nieograniczoną swobodą. Pomijając kilka pomieszczeń, do których nie mieli wstępu, mogli do woli biegać po ogrodzie, pałacowych korytarzach, korzystać z biblioteki i oczywiście bawialni dzieci książęcych. W końcu ich tata, Clément Jaluzot, pełnił w pałacu ważną funkcję – dbał o zdrowie i sytość książęcego brzucha.
Chłopcy uczyli się dobrze. Nie tracili na naukę zbyt wiele czasu – bystre umysły wręcz pochłaniały wiedzę,  zwłaszcza z ulubionych przedmiotów czyli geografii i historii. Szybko opanowywali także inne umiejętności, np. jak niepostrzeżenie zwędzić coś z kuchni. Wynosili najróżniejsze rzeczy, od łyżek poprzez kociołki, aż do produktów spożywczych ze spiżarni czy nawet prosto z kuchennego stołu. Akcesoria zazwyczaj były potrzebne im to różnego rodzaju zabaw – sitka służyły jako hełmy, wszelkie chochle, łyżki i szpatułki idealnie nadawały się na broń białą do walki wręcz. Skradzione jedzenie zaś ratowało w chwilach wzmożonego głodu.
Od jakiegoś czasu jednak, zainspirowani zajęciem ojca, rozpoczęli eksperymenty kulinarne i gotowanie dołączyło do listy ulubionych zajęć. Nie zawsze wszystko udawało im się w porę odłożyć na miejsce, czasem po prostu pożyczali coś na dłużej. Jednak przy zgiełku jaki panował zwykle w kuchni, nikt dotychczas niczego podejrzanego nie zauważył. Albo też nie chciał widzieć 😉

Smak drzemiący w prostocie

16 października 2013 at 23:00

SONY DSC

Jedenastoletni Edward zbiegał po schodach z poddasza, trzymając w ręku kilka złożonych, pożółkłych papierów.
-Tato, tato, zobacz, co znalazłem – wołał podekscytowany. Ostatnie stopnie pokonał jednym susem.
– Znów buszowałeś na poddaszu – zauważył pan Sacher, strzepując pajęczynę z czupryny swej latorośli.
– Pokaż, co tam wyszperałeś.
– Pisali w gazecie o tobie, tato, i byłeś wtedy bardzo młody. Dlaczego nigdy nam o tym nie wspominałeś? – powiedział chłopak podając ojcu kartki.
Franz Sacher rozłożył papiery, rzucił na nie okiem i chciał oddać Edwardowi, mówiąc:
– Możesz je odnieść na górę, to nic istotnego.
Chłopak zaprotestował :
– Pisali o tobie w gazecie tato, a ty mówisz, że to nic istotnego. Tato, opowiedz, proszę. Co ci szkodzi.
Tymczasem podbiegł drugi chłopiec i przyłączył się do starszego brata
– Tato, prosimy – wtórował
– Och, Karolu, powtarzasz za Edwardem i nawet nie wiesz, o co prosisz.
– O bajkę! –baz chwili wahania zawołała młodsza  pociecha. Przecież tata był specjalistą od opowiadania bajek. Franz uśmiechnął się na taką odpowiedź.
– Niech wam będzie – poddał się, widząc że dzieciaki nie odpuszczą i właściwie nie ma szans. Usiadł wygodnie w fotelu a chłopcy zajęli miejsce na dywanie, naprzeciw niego.
– Może to i trochę jak bajka… – zamyślił się.

Złowieni na kulkę sera

5 października 2013 at 23:00

SONY DSC

– Bracie Francesco, bracie Francesco – już z daleka krzyczał nowicjusz Wiktor – bracia Rajmund i Apolinary wrócili z Monte Cassino.

Młody zakonnik pędził przez zagony z warzywami.
Brat Francesco doglądał jednego z młodych bawołów, który brykając nad rzeką skręcił nogę. Odwrócił z wolna głowę w kierunku rozentuzjazmowanego młodzieńca. Widać spieszno mu było, bo przeskoczył nad kapustą, pietruchą i nawet fasolą, choć z większą trudnością, 😉 zamiast kulturalnie podążać wyznaczoną ścieżką. Gdy dobiegł do obory zdyszany dokończył:
– Wrócili bracia z Monte Cassino, wszakże bardzo zmęczeni i prosili o czas na krótki odpoczynek, jednak obiecali, że na wieczerzę zejdą. Opat kazał mi zatem sprowadzić brata, by przygotować co nieco lepszego na posiłek.
Starszy mnich podniósł się ze stołka i ruszył wraz z Wiktorem w stronę klasztoru.

W rumie zatopione – historia pewnego deseru

23 września 2013 at 23:30

– Poślijcie kogoś konno naprzeciw króla – rzucił w kierunku służby właściciel karczmy wracając z ganka, gdzie przez blisko pół godziny stał i na próżno wypatrywał powozu z czarną głową żubra ze złotym kołem w nozdrzach, czyli herbem Stanisława Leszczyńskiego.
– Niech sprawdzi, jak daleko jest monarcha i czy coś go nie zatrzymało – dodał – Tylko wybierzcie kogoś z głową, co bym miał pożytek z tej jego przejażdżki. Niech niezwłocznie wraca.
Mimo soboty w gospodzie obecni byli wszyscy pracownicy, począwszy od pomywaczy, poprzez obieraczy, służki, pomoc kuchenną i kucharzy. Wszystko dlatego, że spodziewano się bardzo ważnego gościa. Król Stanisław Leszczyński, po wizycie w rodzinnych stronach, wracał do Nancy i zapowiedział się na nocleg w karczmie na drodze z Bolesławca w kierunku Nowogrodźca. Nie była to pierwsza lepsza karczma, lecz znana w okolicy z tego, że służyła możnym panom i próżno by tam szukać przy stole chłopa czy prostaczka.
Choć czeladź była w komplecie i kandydatów wielu, nikt nie kwapił się, by wyjechać naprzeciw gościa. Dlaczego? Było oczywiste, że ów śmiałek otrzyma burę za każde spóźnienie króla. Nikt zatem nie chciał narażać się na gniew gospodarza. A potrafił się on złościć, oj potrafił…

Chcecie bajki, oto bajka: o plackach na liściu pieczonych – naleśnikach

17 września 2013 at 23:00

Pieczemy-naleśniki

– Zgłodniałem od tego maszerowania – powiedział Bonifacy poprawiając niesforną czapkę, która zsuwała mu się na oczy. – Tak bym schrupał jakąś bułeczkę, albo lepiej taką babeczkę, na jaką trafiliśmy wczoraj w tym domu nad stawem.
– O tak, całkiem smaczna była – westchnął Horacy. Wystarczyło, że skrzaty spojrzały na siebie i wszystko było jasne.
– Wracamy – powiedzieli jednocześnie.
– Może coś zostało. Jeśli uszczkniemy odrobinę, pewnie nawet nie zauważą –głośno myśląc Horacy wskoczył na parapet i przystawiając nos do szyby próbował dojrzeć mieszkańców. Nikogo nie zauważył.
– Droga wolna- powiedział do towarzysza.
Delikatnie uchylili okno i wsunęli się do kuchni. Nie raz już odwiedzali ten dom i mieli opracowaną bezpieczną trasę do spiżarni. Tym razem wyjątkowa cisza sugerowała, że domownicy śpią, albo ich nie ma. Niestety nie było tez babki.
– Nie zostawili ani okruszka. I co teraz. Zgłodniałem jeszcze bardziej – narzekał Bonifacy.

Panettone – chleb osłodzony miłością

14 września 2013 at 22:24

STA50183_aa

W piekarni Toniego del Borgo kończono przygotowywać ostatnie bochny chleba. Każdego ranka piekarz otwierał o świcie swój sklep z nadzieją, że może ten dzień przyniesie większe dochody.
– U sąsiadów znów szykuje się przyjęcie- powiedział Toni uchylając okiennice.
– Tak, ojcze. Przecież wiesz, że odkąd dom ten został ofiarowany Giacometto degli Atellani, stał się jednym z najbardziej popularnych miejsc w całym Mediolanie – dodała śliczna córka piekarza, Adalgisa.
– Tak, tak, wiem. Szkoda, że nasza piekarnia nie przyciąga takich tłumów – ze smutkiem zauważył piekarz.
– Giacometto jest jednym z ulubieńców księcia Ludovico Sforza i już sam ten fakt sprawia, że każdy chce u niego bywać – kontynuowała dziewczyna, dając w ren sposób ujście żalom, które spędzały uśmiech z jej twarzy – Jakże nam daleko do takiej przychylności księcia…
– A syn Giacometto jest chyba twoim ulubieńcem – wtrącił piekarz, chcąc sprowadzić rozmowę na milsze tematy.
– Ach ojcze …- zmieszała się dziewczyna i odwróciła wzrok, aby ukryć smutek, jaki ogarnął ja na myśl o Ughetto.

Na kłopoty – ciasteczka Magdaleny

18 lipca 2013 at 10:43

 

Przenieśmy się do Lotaryngii, na północno- wschodnie krańce Francji, do położonej w dolinie Mozeli krainy pełnej malowniczych wiosek i ogrodów.

W powietrzu unosi się zapach mirabelki. Ta niepozorna śliwka jest bez wątpienia królową lotaryńskich sadów. Spiżarnie natomiast pełne są dżemów, likierów i owocowej wódki, oczywiście z mirabelek.

SONY DSC

Około 50 km na wschód od Nancy, nad rzeką Mozą, położone jest małe miasteczko Commercy, a w nim skryty w okazałym parku przepiękny pałac – château de Commercy, który to od bez mała 10 lat upodobał sobie Stanisław Leszczyński. Władca Lotaryngii, na co dzień mieszkający w Lunéville, często przyjeżdża z całym swoim dworem do Commercy, gdzie odpoczywa od sztywnej etykiety. Tym razem zapowiedział, że planuje wydać szczególnie uroczysty obiad dla okolicznej szlachty i wpływowych mieszczan. Krążą plotki, że ma się pojawić także córka Leszczyńskiego, sama królowa Francji.

Jeśli zajrzymy do pałacowej kuchni, zaskoczy nas wyjątkowy gwar i tłok, nawet jak na dzień wydawanego przyjęcia. Odbywa się tam właśnie selekcja potraw, którymi podjęty zostanie król Stanisław i jego dostojni goście. Wybrańców spotka nie tylko zaszczyt, jakim bez wątpienia jest podanie swego dania tak ważnym osobistościom, jak również nagroda w liwrach. A całe zamieszanie spowodowane tym, że niespodziewanie, z dnia na dzień, Commercy opuścił dotychczasowy szef kuchni…

Trochę jak kapusta, której głowa pusta

26 czerwca 2013 at 23:47

W kuchni mistrza Panterelli jak zawsze panował chaos.
– To pewnie taki włoski styl – zwykli mawiać Francuzi i choć nie było to łatwe, po kilku latach obecności Włocha w ich kraju, przywykli do jego sposobu bycia. Panterelli był znany z tego, że mimo bałaganu przyrządzał bezbłędne potrawy. Chociażby dlatego znalazł się wśród wybrańców, którzy wraz z księżną Katarzyną Medycejską i jej dworem przyjechali do Francji. W kuchni był bardzo skoncentrowany, a że musiał mieć wszystko pod ręką – jakoś tak zawsze powstawał bałagan.

Tego dnia mistrz Panterelli uwijał się wśród swoich garnków, garnuszków, mis i miseczek. Tu dolewał, tam dosypał, tu zamieszał. Pâté z kurzych wątróbek było już gotowe, kurczak z estragonem również. Posypane parmezanem paluszki z ciasta francuskiego powędrowały na chwilę do pieca.
– Teraz przyszła kolej na quennelles – powiedział do siebie nalewając do rondla wodę. Dorzucił masło i postawił garnek na ogniu.
„Zanim masło się rozpuści, przygotuję ciasto na ciasteczka, które obiecałem księżnej na dziś do herbaty” – pomyślał i energicznym ruchem postawił na blacie wielką miskę.