Chcecie bajki, oto bajka: o plackach na liściu pieczonych – naleśnikach

17 września 2013 at 23:00

Pieczemy-naleśniki

– Zgłodniałem od tego maszerowania – powiedział Bonifacy poprawiając niesforną czapkę, która zsuwała mu się na oczy. – Tak bym schrupał jakąś bułeczkę, albo lepiej taką babeczkę, na jaką trafiliśmy wczoraj w tym domu nad stawem.
– O tak, całkiem smaczna była – westchnął Horacy. Wystarczyło, że skrzaty spojrzały na siebie i wszystko było jasne.
– Wracamy – powiedzieli jednocześnie.
– Może coś zostało. Jeśli uszczkniemy odrobinę, pewnie nawet nie zauważą –głośno myśląc Horacy wskoczył na parapet i przystawiając nos do szyby próbował dojrzeć mieszkańców. Nikogo nie zauważył.
– Droga wolna- powiedział do towarzysza.
Delikatnie uchylili okno i wsunęli się do kuchni. Nie raz już odwiedzali ten dom i mieli opracowaną bezpieczną trasę do spiżarni. Tym razem wyjątkowa cisza sugerowała, że domownicy śpią, albo ich nie ma. Niestety nie było tez babki.
– Nie zostawili ani okruszka. I co teraz. Zgłodniałem jeszcze bardziej – narzekał Bonifacy.

– Mam pomysł. Skoro nikogo nie ma, spróbujemy przygotować coś sami. To nie może być bardzo skomplikowane. Potrzebna będzie na pewno miska i łyżka – mówiąc to Horacy bez wahani przystąpił do pracy.
– A co włożysz do tej miski mądralo? Z samego powietrza nic nie zrobisz. Skąd będziesz wiedział, jakie składniki i w jakiej ilości wybrać ze spiżarni? – kontynuował w pesymistycznym nastroju drugi skrzat.
– Spokojna głowa. Wiem, gdzie gospodyni trzyma taką księgę, którą zawsze wyjmuje, gdy piecze – odpowiedział Horacy.
– O, voilà !!- Uśmiechnął się szeroko wyjmując z szuflady ogromną książkę kucharską, dla małych skrzatów była naprawdę wielka.
– Zobacz – powiedział wskazując palcem na spis produktów przy pierwszym z kolei przepisie na ciasto – jajka, mąka, mleko… Wiedziałem, że to będzie proste. Nie ma co, zabieramy się ze pieczenia.

Horacy wydawał polecenia, a Bonifacy biegał tam  i z powrotem, przynosząc ze spiżarni potrzebne składniki.
– Są jajka? – krzyknął w kierunku drewnianych drzwi, za którymi zniknął Bonifacy.
– Tak – usłyszał przytłumioną odpowiedź – Całe mnóstwo.
– To weźmiemy więcej niż w przepisie. Będzie smaczniejsze. Do tego mleko.
– Też mają zapas – powiedział Bonifacy wynurzając się ze spiżarni.
– No to dawaj.
I wlali prawie cały dzbanek. Teraz mąka. Horacy zaparł się nogami i mieszał, drugi skrzat zaś wsypał wszystko, co było w pojemniku.
– Przynieś więcej – zadecydował mały kucharz.
– Ale więcej już nie ma – z niepokojem w głosie zauważył Bonifacy.
Pochylili się nad czymś, co bardziej przypominało zupę niż ciasto. Nie dane im było jednak długo rozmyślać, gdyż usłyszeli wracających gospodarzy.

Nasi bohaterowie pospiesznie chwycili misę z ciastem i czmychnęli oknem.
– Pięknie. Zostaliśmy z misą płynnego, surowego ciasta – gderał Bonifacy – Umieram z głodu.
– Nie marudź, zaraz coś wymyślę – odpowiedział drugi skrzat.
– Tyle się napracowaliśmy i wszystko na marne.
– Nie zamierzam nic marnować.
– A ja nie zamierzam jeść surowego ciasta!!
– A kto tu mówi o surowym. Musimy jedynie znaleźć gorącą powierzchnię i coś, co posłuży nam za naczynie.
– Rzeczywiście, jedynie – dodał drwiąco Bonifacy.
– Zobacz – nie poddawał się Horacy, udając przy tym, że nie słyszy marudzenia towarzysza – Ten płaski głaz nagrzał się tak, że nie sposób go dotknąć, a…
Tu rozejrzał się szybko po ogrodzie
– Ten wielki liść kapusty to foremka jak się patrzy.

Nie mówiąc już nic więcej położył ogromny liść na kamieniu i wylał niewielką ilość ciasta, które rozlało się tworząc duży placek. Zapach, który zaczął unosić się po chwili, zachęcił ich do skosztowania. Efekt zaskoczył nawet pewnego siebie Horacego.
– Pychota.
– Masz rację, pychota – dodał Bonifacy mając usta wypchane jedzeniem.
Wyszło tak dużo placków, że dwa małe skrzaty nie były w stanie ich zjeść.
– Poczęstujmy gospodarzy – zadecydowali.
Zostawili więc naleśniki na liściu kapusty na progu domu. I ruszyli w dalszą drogę.

Na próżno gospodyni nawoływała i wypatrywała twórców pysznych placków podanych na liściu. Nazywając je naleśnikami doszła do wniosku, że to pewnie dar od małych mieszkańców lasów dla jej dobrej, acz ubogiej rodziny. Od tego dnia naleśniki stały się symbolem dobrobytu i pomyślności.

Fakty

Bibliografia